Wystawa One Space / Many Stories

Konwergencje czasu, przestrzeni, emocji

Przedzierając się przez skrajnie rozkopane Centrum Poznania, gdzie nie sposób odnaleźć w wielu miejscach żadnych wskazówek, jak poruszać się pieszo z punktu A do punktu B, wpadamy w labirynt przesłon, ogrodzeń, narzucony nam bez naszej woli, a na pokonanie którego wcale nie mamy ochoty, i co gorsze nikt nie rzucił żadnej nici Ariadny. Frustracja, zwątpienie w sens udogodnień komunikacyjnych mających nastąpić w niewiadomej przyszłości udziela się mieszkańcom aglomeracji, tworząc zjawisko konwergencji: jednostki, niezależnie od siebie, pod wpływem określonego środowiska wytwarzają obiekty zbliżone treściowo, formalnie, funkcjonalnie. Możliwe, że proces ten rozgrywa się na poziomie podświadomym…

Niezwykle wysmakowana wizualnie wystawa One Space / Many Stories twórców i twórczyń związanych z Wydziałem Architektury Wnętrz i Scenografii UAP to labirynt w pigułce, a eksplorowanie go jest o wiele bardziej zajmujące niż przedzieranie się przez opresyjne meandry rzeczywistego miasta. W Księdze labiryntu Paolo Santarcangeli pisze: „Nie ma granic dla form labiryntu, a wygląd jaki przybiera on w pewnej epoce, w określonym kontekście społecznym, będzie zawsze oznaką pewnego stylu, pewnej koncepcji życiowej, pewnego sposobu życia1. Nasze współczesne labirynty nie są skaliście monumentalne jak w starożytności, nie są też elegancko wypielęgnowanymi żywopłotami jak w ogrodach baroku, są industrialne, nieoczywiste w swej formie niczym matrix. Ale być może da się je pokonać na skróty (o czym przekonałam się, fortelem forsując przegrodę dzielącą Wildę od Starego Browaru, by dotrzeć do celu – wystawy.)

Rozpoczęcie podróży po One Space / Many Stories rozpoczynamy w śluzie, która stanowi ukłon kuratorki Anny Borowiec w stronę miejsca, w którym znajduje się wystawa – Stary Browar, świątynia mody i stylizacji. Dlatego Katedra Ubioru poprzez ubrania-obiekty bardzo dobrze zapowiada aurę całości wystawy. Estetyka wybranych projektów, bardzo różnorodnych, intrygująco zapowiada mix, którego doświadczymy na kolejnych piętrach. Kuratorka buduje go wraz z zespołem, jak Kurt Schwitters specyficzny Merzbau, byśmy mogli przez zagadkowe niejednokrotnie prace (Many Stories) odnajdywać wspólną ideę (One Space). Groźne w swej konstruktywistycznej mocy stroje z serii Black Zone Ewy Mróz-Pacholczyk, będące w wyrazistym kontraście do bioeterycznych sukni Kingi Ludek z serii Czułość, i inne zestawienia kolejnych projektów zapowiadają zamysł wystawy. Łączą się opowieści różne, bo niepokój naszych czasów, który nie pozwala zastygnąć, podsycany „pewnym sposobem życia” (za Santarcangelim), wymusza ciągłą wędrówkę i stała jest tylko zmiana.

Kolejny etap to zaaranżowane w czarno-srebrnej przestrzeni formalne i treściowe dialogi i dyskusje prac powstałych w Katedrze Scenografii. Monumentalna projekcja fragmentów spektaklu Jutro wrócimy do domu wchłania już przy wejściu. Scenografia autorstwa Piotra Tetlaka niezwykle sugestywnie wprowadza w postapokaliptyczny świat pełen mroku, zgrzytów, industrialnych rudymentów, pokreślonych umieszczonym w obszarze projekcji obiektem-rzeźbą, ażurową konstrukcją metalowego domu-klatki, nomadycznej pułapki, antyschronienia. Kolejne prace, jak przystało na surrealistyczne podwaliny rzeczywistości nierzeczywistej przypisywanej teatrowi jako zjawisku, coraz bardziej kamuflują przekaz. Między innymi w purystycznej instalacji, lekkiej jak poezja mimo użytej ciężkiej stali, pt. Obejrzałam się podobno z ciekawości Katarzyny Podgórskiej-Glonti. Artystka interpretuje w niej, podążając za wierszem Wisławy Szymborskiej, niejednoznaczność historii biblijnej żony Lota. Wspaniale enigmatyczna i również formalnie skupiona jest praca Krzysztofa Cicheńskiego: Bob & Alice, która podkreśla niezrozumiałość przekazów (słownych) dla jednych, a istotność tych samych sygnałów dla drugich.

W animacjach Tomasza Ryczyńskiego Między oddechami lewitujące oniryczne postacie uwięzione w dystopijnych przestrzeniach zdają się być ruchomą ilustracją słów Jolanty Brach-Czainy: „Trzeba pożegnać się ze stałością jako cnotą główną czy ze stabilizacją, tym źródłem satysfakcji odnalezionej w zastoinie” 2. W swoim klaustrofobicznym, niepokojącym klimacie są one świetnym przykładem konwergencji z realizacją Roberta Gruszewskiego, znajdującą się już piętro wyżej.

A na szczycie naszego piętrowego labiryntu Katedra Architektury Wnętrz wita – jak przystało na zwieńczenie budynku – wielkoformatowymi lampami, których twórcami są Joanna Muszyńska i Mateusz Waszak. Lampy na wierzchołkach latarni morskich oprócz źródła światła posiadają cylindryczną obudowę, wzmacniającą przez odbicia moc świecenia. Rzeźbiarskie lampy zatytułowane Przekrój z blachy tytanowo-cynkowej, wyrafinowane w opracowaniu powierzchni metalowych wygiętych elips, które stanowią bębnowe obramowanie, nie tyle wzmacniające światło jak w technicznych oświetleniach latarniowych, co wizualnie koronują samą ideę świecenia. Obiekty te, bardzo estetyczne, harmonijne, jednocześnie nie ukrywają swej technicznej konstrukcji, zgodnie z zasadą „czego nie da się ukryć, trzeba wyeksponować”. A nie da się ukryć, że labirynt i niepokój dają o sobie znać nawet na tym wydawałoby się spokojnym i dzięki sufitowemu świetlikowi najbardziej jasnym piętrze. Chociażby w subtelnych, eleganckich kolażach Palpatio Superficiei Marty Brennesthul-Bludnik. Tytuł nawiązuje do techniki badań lekarskich, które poprzez dotyk lokalizują bolesne punkty w ciele. Niewielkie formatowo prace na pierwszy rzut oka wydają się być przekonywującymi wizualizacjami monochromatycznych wnętrz w modernistycznym stylu. Przy bardziej skupionym oglądzie coś zaczyna intrygować, lekko niepokoić. Jednolita płaszczyzna surowej betonowej ściany okazuje się wklejonym kartonikiem, a drewniane przepierzenie to wszyty w papier sznurek, rodzaj haftu. Bardzo dowcipne, ale zupełnie niekrzykliwe ingerencje analogowe w cyfrowe fotografie i wizualizacje świetnie wpisują się w luksusowo-dekadencki wydźwięk całej wystawy.

Na pożegnanie z ekspozycją hipnotyczny obraz Roberta Gruszewskiego cyfrowo przekształconej rozmigotanej, nierzeczywistej rzeczywistości Miasta-Blokowiska Dopellieben. To podwójne życie, życie wielokrotne pozostaje z widzem opuszczającym labirynt wystawy. Zapuszczając się w meandry swojej rzeczywistości, pozostajemy z refleksją: każdy z nas ma swoją opowieść, ale uniwersalność czasu i miejsca, które je łączy jest spoiwem nadrzędnym, formującym, i trudno się mu mentalnie nie poddać.


One Space / Many Stories
Wystawa Wydziału Architektury Wnętrz i Scenografii UAP
Pop Culture Gallery @Stary Browar
ul. Półwiejska 42, Poznań
17.04–3.05.2026

Udział wzięli: Piotr Barłóg, Michał Bartkowiak, Maciej Basałygo, Marta Brennenstuhl-Bludnik, Paula Buczyńska, Sławomira Chorążyczewska, Krzysztof Cicheński, Emilia Cieśla-Jarzębowska, Bohdan Cieślak, Klaudia Dopierała, Robert Gruszewski, Karolina Grzeszczuk, Zyta Kaleta, Paweł Kiełpiński, Natalia Kliśko-Walczak, Kacper Kokociński (NIUNIA), Anna Krajewska, Dorota Kuźniarska, Kinga Ludek, Piotr Machowiak, Ewa Mróz-Pacholczyk, Weronika Musiał, Joanna Muszyńska / Mateusz Waszak (Pracownia Projektowa Muszyńska Waszak), Szymon Nawój, Katarzyna Podgórska-Glonti, Anna Regimowicz-Korytowska, Tomasz Ryszczyński, Martyna Stachowczyk, Mikołaj Stankowski, Piotr Sudak (współpraca Joanna Bozacka), Wojciech Sypniewski, Marcin Szłapka, Rozalia Świtalska, Piotr Tetlak (współpraca Ewa Tetlak), Krzysztof Urban, Weronika Węcławska-Lipowicz, Marta Wyszyńska

Kuratorka: Anna Borowiec
Projekt wystawy: Piotr Barłóg
Opracowanie 3D: Rafał Rzadkiewicz
Opracowanie techniczne: Piotr Barłóg, Rafał Rzadkiewicz
Projekt identyfikacji wizualnej: Tomasz Ryszczyński


  1. P. Santarcangeli, Księga labiryntu, Wiedza Powszechna, Warszawa 1982, s. 42. []
  2. Jolanta, córka Ireny, wnuczka Bronisławy, prawnuczka Ludwiki, Błony umysłu, Dowody na Istnienie, Warszawa 2022, s. 45. []

Zobacz także: