Zobaczyć, czego nie widać

Tytuł wystawy nawiązuje do słów Paula Klee: „Sztuka nie odtwarza tego, co widzialne, lecz czyni widzialnym to, co niewidzialne”. Artysta uważał sztukę za rodzaj gry i w pewnym sensie naśladowanie aktu stworzenia. Przedstawiciele malarstwa już dawno wyszli poza proste „odmalowywanie” rzeczywistości, co nie znaczy, że zrezygnowali całkowicie z języka figuratywnego. Prace wystawione w Galerii Szokart są świadectwem ogromnej różnorodności sposobów patrzenia i uwidoczniania tego, czego łatwo nie da się zobaczyć lub co na co dzień jest przed nami zakryte. Czasami artyści zdają się wręcz „zasłaniać” część rzeczywistego, by paradoksalnie bardziej uwypuklić niewidzialne. Widz – zaproszony do tej gry – może posługiwać się swoim postrzeganiem także w sposób daleki od tradycyjnego: zobaczyć coś poza tym, co wyartykułowane jako widzialne. Uczestniczy tym samym, wraz z artystami, w owym stwarzaniu światów, o którym pisał Paul Klee.

Czucie i pamięć

Szczególnie poruszyły mnie obrazy Hanny Łuczak z cyklu Czas, historia, pamięć. Artystka najpierw nakładała na płótno grube warstwy farby, by na końcu dokonywać swoistych „wykopalisk” w materii obrazu, odsłaniając owe warstwy poprzez żłobienie w zastygłej materii. Proces ów, jak i materialna forma obrazów doskonale oddają sposób, w jaki nabudowywana jest indywidualna biografia bądź historia społeczna. Obrazy te dają impuls do udania się w podróż, którą odbywamy wszyscy po wielekroć dzięki rytuałom wspominania. To, co nam umyka, zostaje zapomniane lub wyparte z pamięci zbiorowej, mogą symbolizować wióry – pozostałości z procesu odkrywania warstw, których artystka nie wyrzuciła, ale zachowała usypane na dole ramy. Tym samym można pomyśleć, że nawet to, co chciałoby się wymazać z pamięci, pozostaje częścią przeżytego, pisze historię i nie może zostać zlekceważone.

W obrazie Ewy Kubiak I loved feeling mamy ledwie widoczne ludzkie twarze przesłonięte jakby eteryczną tkaniną. To, co zasłonięte, nie daje się wprost zobaczyć, można to raczej poczuć, wysłać w głąb obrazu własne zmysły, a może intuicję? „Dotknąć” niewidzialnego, eterycznego, tego, co w nas samych przesłonięte? Także jej inny obraz, Kaponiera, na którym widzimy dziewczynkę z ogromną kokardą patrzącą w okno, odwołuje się do naszej zdolności współodczuwania – odbiorca może poczuć się na jej miejscu i zdecydować, o czym może myśleć, na co patrzeć.

Mikroświaty żywego

Anna Kołacka wydobywa niewidoczne z organicznych bytów – nie wiemy, czy to mikro czy makrokosmos. W pracy Nano uwodząca odzwierciedla się fascynacja artystki światem mikrocząstek, ale ich barwne przetworzenia w powiązaniu z tytułem odnoszą nas bardziej do odczuć niż do samej fizyki molekularnej. Każda z jej wystawionych prac ukazuje inne struktury i bogactwo kolorystyczne. Powiedzenie Paula Klee ma tu ewidentne zastosowanie – to nie jest odwzorowanie świata cząsteczek, to stwarzanie nowych jakości z artystycznie przetworzonych „twardych” danych. Tajemniczość tych obrazów przywodzi mi na myśl naszą/naukowców niepewność badawczą w tej dziedzinie.

To, co organiczne znajduje się także w polu widzenia Julii Królikowskiej – biologicznie naznaczone tytuły prac (Pajęczynówka, Kosmówka, Powięź) w inny sposób odnoszą się do tego, co żywe, „wywlekając” jakby na zewnątrz to, co ukryte w ciele, o czym pojęcie miewamy jedynie, gdy przyjdzie nam oglądać publikacje medyczne. Cielesność tych struktur artystka podkreśla, malując je na przezroczystej organzie, co pogłębia wrażenie przestrzenności i cielesności. Ciekawe jest też, że biologicznie naznaczone formy wychodzą poza ramę – podkreśla to ich żywotność, nieokiełzanie, splątanie z czymś poza kadrem obrazu. Z czym? To pytanie pobudza wyobraźnię: widzialne odsyła do czegoś dalej, poza samym dziełem.

Cielesność wydaje się być także obecna w obrazach Sebastiana Krzywaka, chociaż tajemnicze formy nie dają się zidentyfikować. Jednak intensywność barw, efekty świetlne uzyskane dzięki malowaniu akrylem i sprayem, obłość kształtów czy rozlana farba olejna nasuwają skojarzenia ze światem ożywionym. Nieoczywistość tych abstrakcyjnych form sprzyja nie tyle nazywaniu, co odczuwaniu tego, co cielesne.

Między abstrakcją a tematem

Bardziej abstrakcyjne, geometryczne prace, zbudowane na bazie zygzakowatych form widzimy u Andrzeja Leśnika. Dominanta faktury i intensywnych, kontrastujących ze sobą kolorów pozwala na swobodne wyobrażenia bez sugerowanego kierunku, zwłaszcza że prace opatrzono podpisami Bez tytułu.

Na pograniczu przedstawionego i abstrakcyjnego sytuują się obrazy Sławomira Kuszczaka, który łączy ze sobą światy czystej geometrii i kulturowych idei, w cieniowanych szarościach mamy drobne elementy quasi-rzeczywistości – wiatraki, postacie z popkultury czy fragment architektoniki odnoszącej do Bauhausu.  Elementy te zostają jednak zderzone ze znakami geometrycznymi w intensywnych, neonowych barwach, które mogą być wizualnym komentarzem do „rzeczywistego”.

Seria Drobne znaki Marka Jakuszewskiego to malarstwo na pograniczu z obiektami. Podłużne drewniane formy złożone zostały ze znalezionych drobiazgów – odpowiednio zestawione i opatrzone kolorem zyskują wymiar symboli i mogą stanowić dla odbiorcy pomost do własnego niewidzialnego.

Ascetyczne, abstrakcyjne prace Pawła Kaszczyńskiego podają natomiast odbiorcy pewną „ściągę”, nakierowując wyobraźnię poprzez zderzenie programowych tytułów z abstrakcyjną formą. Help III to czarny prostokąt, z którego rozlewa się coś na kształt ciemnej plamy rozszerzającej się w sąsiadującej bieli, co koresponduje z tytułem – wizualny znak zdaje się być krzykiem o pomoc. Praca z cyklu Bliskość i dystans (nr XII) operuje światłem fizycznie wbudowanym w dwa monochromatyczne płótna. Oba źródła światła skierowane są ku sobie, co pozwala na wiele interpretacji: w bliskości świetlistość może być pozytywnym efektem troski, obecności; te same światła mogą jednak oślepiać, nie pozwalając na zbliżenie osób, tworząc dystans i poczucie obcości.

Politycznie

Wydobyć z cienia to, co ukrywa się w sferze publicznej – taki wydźwięk mają prace Ady Jurczak-Łowkis. Brukiew to rząd czarnych korzeni namalowanych na zgrzebnym płótnie jutowym – wybór kolorystyki i podłoża odsłania to, co wyparte z przestrzeni istotnych gestów politycznych – ubóstwo i niewidzialność grup upośledzonych społecznie. Artystka wyszyła także na tkaninie wiele oczu – ledwie widoczne, bo wykonane nicią w tej samej barwie, każą się zastanowić nad samym aktem dostrzegania lub niedostrzegania tego, co społecznie istotne: czy to wstęp do wykonania gestu solidarności, czy raczej oko obojętne albo oceniające, które – chociaż patrzy – jest ślepe?

Jakub Malinowski podejmuje z kolei grę z formami pomników w cyklu Ex-heroes. Poprzez fragmentaryczność ich ukazania postumenty te stają się groteskowe, a przedstawieni ex-bohaterowie pozbawieni swojej mocy i sławy. Pompatycznie wielkie, ale poucinane w kadrach obrazów, postacie te bardziej śmieszą niż straszą. Chyba że przy jednym z obrazów zwrócimy uwagę na mało widoczne trzy helikoptery i uświadomimy sobie współistnienie śmiesznego i groźnego w każdym dyktatorze, także dzisiaj. Wówczas obraz staje się dla nas również ostrzeżeniem.   

Niepokój budzi także Pokój dyktatora Wojciecha Gorączniaka. W klaustrofobicznym pudełkowym pomieszczeniu widzimy geometrycznie zarysowany przedmiot przypominający tubę głośnika lub projektor. Do obrazu nawiązują też stojące obok obiekty przestrzenne, wszystkie skonstruowane ze schematycznych figur geometrycznych. Jeden z nich przypomina kamerę. Symbolika tej surowej geometrii może się odnosić do autokraty pojmowanego w sensie politycznym, który nas inwigiluje i steruje propagandą. Jednak można to czytać także bardziej uniwersalnie. Jeśli zauważymy na ścianie pokoju siatkę przestrzenną, a w rogu linijkę, dyktator jawi się nam jako pewien wzorzec zachowania, płynąca z wewnętrznego terroru skłonność do perfekcji lub nawyk wtłaczania rzeczywistości w utarty – jedynie słuszny – schemat. Może więc to być potencjalny dyktator mieszkający w każdym z nas.

Ucieczki z ramy / rama jako obraz

Obrazy Natalii Czarcińskiej uciekają z ramy, dzięki wrażliwemu zaaranżowaniu wystawy zdają się „żeglować” po białej ścianie jak okręty. Tyle że żegluje nie przedmiot, lecz desygnaty wody lub nieba – przeróżne odcienie niebieskości i granatu. Pozbawione ram, czasem jako plamy na kruchych karteczkach ledwie przyklejonych do ściany. Monochromatyczne akrylowe płaszczyzny lub rozlewające się akwarelowe plamy wiodą wyobraźnię do tematu bliskiego artystce – nawigacji, którą można tu interpretować na swój osobisty sposób.

Z kolei Sebastian Trzoska czyni z ramy sedno obrazów. Można to czytać jako przywrócenie ważności temu, co nie ma być zobaczone, bo stanowi tylko protezę dla istoty obrazu. Przecież rama ma tylko podtrzymywać, zamykać, ograniczać, podkreślać sam obraz. Tymczasem tutaj zostaje postawiona w centrum widzenia. Wydobycie ramy z roli służebnej nie tylko pozwala wypełnić ją własnym wyobrażeniem, ale prowokuje do refleksji bardziej uogólnionej. Co umyka naszej percepcji, bo ma znaczenie tylko graniczne, brzegowe, marginalne? Jak zmieni się nasze postrzeganie, jeśli zaczniemy świadomie przekierowywać postrzeganie na tło, a nie figurę, którą stawia się nam (lub sami stawiamy) w centrum uwagi?

Wystawa taka jak ta warta jest obejrzenia przez wszystkich, ale szczególną rolę może spełnić wobec młodych adeptów sztuki i kandydatów na studia na UAP. To, jak wielorako jest tu rozumiane malarstwo, może rozbudzić pragnienie podążania podobnie nieoczywistymi ścieżkami tworzenia.


Malarstwo czyni widzialnym: jak i o czym maluje się na Wydziale Malarstwa i Rysunku UAP
Wystawa w Galerii Szokart w Poznaniu
13.02–28.03.2026
Kuratorka: Marta Smolińska
Artystki i artyści: Natalia Czarcińska, Wojciech Gorączniak, Marek Jakuszewski, Paweł Kaszczyński, Anna Róża Kołacka, Julia Królikowska, Sebastian Krzywak, Ewa Kubiak, Sławomir Kuszczak, Andrzej Leśnik, Ada Jurczak-Łowkis, Hanna Łuczak, Jakub Malinowski, Sebastian Trzoska


Dokumentacja fotograficzna dzięki uprzejmości Galerii SZOKART.

Zobacz także:

Po dwóch stronach drogi

Świat, który uleciał na grzbiecie krowy to krótkometrażowy film animowany Wojciecha A. Hoffmanna, którego recepcja – ze względu na jego oryginalną, unikalną formę – znacznie przekracza...