Po dwóch stronach drogi

Making of | Wojciech A. Hoffmann
4.07–12.07.2019
Galeria Curators’Lab


Świat, który uleciał na grzbiecie krowy to krótkometrażowy film animowany Wojciecha A. Hoffmanna, którego recepcja – ze względu na jego oryginalną, unikalną formę – znacznie przekracza obieg festiwalowy i ramy seansu kinowego. Jednym z wielu spotkań demonstrujących znaczną siłę oddziaływania tej pracy była wystawa Making of w Galerii Curators’ Lab, nawiązująca formą do konwencji ekspozycyjnych z pogranicza tradycyjnego filmu lalkowego i ekskluzywnego butiku.

Pierwszy raz o projekcie filmu Hoffmanna dowiedziałem się jeszcze jako organizator cyklicznej, odbywającej się co roku międzynarodowej konferencji naukowej – a mianowicie jej trzeciej edycji zatytułowanej Od Starewicza do „Star Wars”. Lalka w przestrzeni fizycznej, społecznej i kosmicznej, która odbyła się w lipcu 2016 roku w ramach 9.edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmów Animowanych ANIMATOR. Trudno było o lepsze wystąpienie zamykające dwa dni obrad, niż prezentacja Wojciecha Hoffmanna o tytule 3D printed puppets. Artysta, wówczas nadal pracujący nad ukończeniem swojego niezwykle ambitnego dzieła, omówił specyfikę obmyślanej przez siebie formy animacji lalkowej z wykorzystaniem obiektów 3D. Uznał, że zamiast posługiwać się typową lalką o metalowym szkielecie z ruchomymi częściami – można opracować projekty figurek do druku z użyciem filamentu (FFF). Byłyby uformowane tak, by je fotografować, rejestrując w ten sposób kolejne fazy ruchu postaci – na podobnej zasadzie, jakby operuje się rysunkami w animacji poklatkowej. A że takowa animacja wymaga bardzo wielu rysunków – tak samo Świat, który uleciał na grzbiecie krowy „domagał się” olbrzymiej liczby figurek.

fot. Jadwiga Subczyńska

– Za każdym razem, gdy planuję realizację filmu, lubię stworzyć sobie kaskaderskie wyzwanie warsztatowe. W ten sposób da się sprawdzić, jak w różnych materiach można w inny sposób opowiadać czasem zupełnie odmienne od siebie historie. Tworzenie filmu zyskuje wówczas element nowatorskości. W trakcie pracy przekształcam się w postać podobną do odkrywcy, co po raz kolejny wyrusza w kierunku nowego lądu. A jednak jedzie tam tylko po to, aby raptem spróbować paru owoców z kilku drzew. Nie interesuje go przy tym, co mogłoby się kryć dalej, tylko płynie na następną wyspę. Mam wrażenie, że czasem zachowuje się w podobny sposób – przyznaje Wojciech Hoffmann.

Rok wcześniej, jesienią 2015 roku, na Telluride Film Festival premierę miała Anomalisa – pełnometrażowy film Charliego Kaufmana i Duke’a Johnsona, w której również zostały wykorzystane lalki 3D. To jednak zupełnie inne projekty. Hoffmann i Kaufman na pomysł zastosowania drukarek 3D w medium animacji lalkowej wpadli osobno, wiele lat poświęcając na realizację swoich przedsięwzięć. Dzieliło ich przy tym praktycznie wszystko. Pierwszy chciał demonstrować niedostatki technologiczne, a drugi poszukiwał sposobu na uzyskanie doskonałych kopii lalek o identycznych kształtach z wykorzystaniem druku laserowego.

Na konferencji Hoffmann nie tylko omówił aspekty technologiczne i koncepcyjne, ale i dopełnił swoje wystąpienie o aspekt performatywny. Miał przygotowaną niewielką walizkę. Po jej otwarciu i zapaleniu zamontowanej w niej żarówki – pokazał zgromadzonym obiekty ze swojego filmu – figurki chłopa, baby, kur, krowy i samochodu. Ówczesna edycja konferencji była zdecydowanie najlepsza, bo wydarzenie odbywało się w dawnej Cichej Kunie nad kinem Muza – stąd wiele osób przychodziło tam czasem tylko na chwilę, by posłuchać różnych wystąpień między seansami, jako dopełnienie pokazów animacji. I to do nich przede wszystkim skierowane było show Hoffmanna, jawiącego się jako spotkanie z animatorem odsłaniającym tajniki swego warsztatu niczym „magię animacji”, literalnie wydobywającym z walizki swoje „magiczne obiekty”.

Taka zresztą stała idea za pracą nad Światem, który uleciał na grzbiecie krowy. Film miał dawać możliwość odbywania różnych spotkań, polegających na konfrontacji z intrygującą i nieoczekiwaną materialnością animacji cyfrowej, w której artysta twórczo korzysta z najnowszych technologii. Mariaż zdekonstruowanych, poddanych metarefleksji, klasycznych technik lalkowych i rysunkowych z nowymi mediami – podjęty w duchu kina autorskiego i eksperymentalnego – był w tym przypadku idealny.

Pierwsza publiczna prezentacja Świata, który uleciał na grzbiecie krowy miała miejsce w formie pitchingu na Krakowskim Festiwalu Filmowym, na którym artysta zaprezentował prototypy figurek i ogólną koncepcję filmu. Oczywiście – takich rozmów o filmie, ale już o trochę innym charakterze, Hoffmann miał później bardzo wiele. – Znajomi nakłaniali mnie, abym zabierał ze sobą wydruki 3D i przynosił na spotkania. Dałem się choćby namówić do tego, aby w Szkole Podstawowej nr 83 „Łejery” im. Emilii Waśniowskiej zrobić prezentację w klasie córki kuzyna. Dotyczyła figurek użytych w moim filmie. Być może fabuła Świata, który uleciał na grzbiecie krowy nie jest przeznaczona dla dzieci, ale sama forma i proces powstawania są dla nich bardzo atrakcyjne i ciekawe – opowiada artysta.

Film z ziemniaka

Forma tej siedmiominutowej animacji, którą w Poznaniu można było po raz pierwszy obejrzeć na festiwalu ANIMATOR w 2018 roku – doskonale oddaje hasło ówczesnej, 11 edycji Medium is the message. Hoffmann w Świecie, który uleciał na grzbiecie krowy podjął tematykę ekologiczną, poddając krytyce budowanie autostrad bez konsultacji z lokalnymi społecznościami, co przekłada się na niszczycielski wpływ na ich dotychczasowy charakter. Do produkcji figurek użył plastiku PLA, który w przeciwieństwie do plastiku ABS jest tworzony na podstawie naturalnych materiałów (ziemniaka), proces jego produkcji nie jest toksyczny, a gotowe wytwory ulegają naturalnej biodegradacji.

Aby podkreślić niedoskonałość techniki FFF i charakterystyczne żyłkowania wydrukowanych brył, których nie poddawał żadnej postprodukcji, przez co finalne ich znaczone liniami powierzchnie posiadają miejscami również i drobne mikronitki materiału, Hoffmann wybrał czarną kolorystykę i postaci i tła, by móc w pełni wydobyć bogactwo mikrodetali. W efekcie powstał bardzo kinowy obraz, wymagający dość dużej skali, aby widz mógł zwrócić uwagę na wszystkie wizualne niuanse figur i ascetycznej, acz niezwykle bogatej pod względem faktur scenografii. Ten film, przy całej wirtuozerii eksperymentów formalnych, jest jednym z najlepszych filmów spośród tych, które zostały zrealizowane w Studiu Munka w programie Młoda animacja.

Hoffmann w fabule pokazuje zgubne skutki upiornego w gruncie rzeczy hasła, jak to Polska przoduje w Europie w branży transportowej. Krajobraz wiejski przecina szosa, po której bezustannie mkną auta osobowe i tiry. Szosa wprowadza w ten świat niepokój oraz zagrożenie. Jej obecność uniemożliwia swobodne przemieszczanie się ludzkim i zwierzęcym bohaterom filmu, burząc dotychczasową harmonię ich prostego, codziennego życia.

Wystawa Making of

– Proces realizacji Świata, który uleciał na grzbiecie krowy trwał dobrych kilka lat. Tak, jak w przypadku wielu twórców filmów animowanych, po jego zakończeniu miałem ochotę zamknąć figurki i uwięzić je na dłuższy czas w piwnicy, żeby nie zaprzątać sobie nimi głowy i od tego wszystkiego odpocząć – przyznaje artysta.

– Oprócz tego, że ten film wędrował po różnych festiwalach na całym świecie, to zdecydowałem się powrócić do niego w innej formie wystawy. Odbyła się ona rok po jego premierze podczas kolejnej edycji festiwalu Animator. Był to moim zdaniem najlepszy czas na taką wystawę. Wówczas mogłem na niej zebrać wśród publiczności najodpowiedniejsze osoby, które interesują się animacją, bądź są związane z branżą filmu animowanego – tłumaczy Wojciech Hoffmann.

Wystawa Making of była wydarzeniem towarzyszącym 12. edycji Międzynarodowego Festiwalu ANIMATOR. Wśród gości na wernisażu znaleźli się wówczas twórcy filmów nominowanych do Oscara, w tym Tim Allen, oraz znaczna część członków Stowarzyszenia Filmowców Polskich z Sekcji Animacji.

Ekspozycja Making of miała formę instalacji, prezentującej zarówno proces pracy nad filmem, jak i użyte w nim obiekty 3D. – Zdecydowałem, że zaaranżuję wystawę, w której przestrzeni będę mógł szerzej opowiedzieć o procesie technologicznym Świata, który uleciał na grzbiecie krowy. Ten proces jest dla mnie istotny w każdym z moich projektów filmów animowanych. Z kolei myśl przewodnią wystawy oddaje jej tytuł Making of. Odnosi się on do formy dokumentalnej, w której opowiada się o procesie powstania produkcji filmowej. A że ta animacja powstała jako film materialny, z użyciem obiektów, to i sama instalacja była w dużej mierze materialna.

Większa część wystawy Making of to mikroinstalacje pudełkowe różnej wielkości, w których Wojciech Hoffmann przy użyciu figurek zaaranżował, bądź przearanżował sceny z filmu Świat, który uleciał na grzbiecie krowy. Poszczególne kompozycje oddają różne aspekty związane z dynamiką, dramaturgią i historią tej animacji. Większość z nich ma rozmiary 10×20 cm. Hoffmann stworzył w filmie modelowe postaci, igrając z koncepcją oryginalności i kopii. Każda z figurek powstała w długim procesie produkcji prawie że identycznej serii, których egzemplarze jednak – poza tym, że oddają poszczególne fazy ruchu – to odróżniają się od siebie unikatowymi „wadami produkcyjnymi”. Są to te wszystkie drobne nitki filamentu, które podświetlone na planie filmowym, nadały wyjątkowy walor animacji.

Oglądanie wystawy Making of przypomina w dużej mierze wizytę w muzeum kinematograficznym, w którym prezentowane są ekspozycje lalek z filmów i serii animowanych. Dla zwiedzających intrygujące jest zderzenie tego, co widzieli w telewizji bądź w kinie z drobnymi obiektami umieszczonymi zwykle za gablotami. – Lalki, scenografie i obiekty z filmów kukiełkowych pozwalają na stworzenie ciekawych aranżacji i stąd bardzo dobrze się prezentują w przestrzeniach wystawienniczych – zauważa Hoffmann.

Obok scen filmowych, na wystawę Making of trafiły zdjęcia z planu filmowego, na których można obejrzeć kuchnię realizatorską i poszczególne patenty. Oczywiście – ekspozycja nie byłaby pełna bez formy dokumentalnej, do której nawiązywał jej tytuł – czyli filmu „zza kulis” powstawania animacji.

Ascetyczna i jasna przestrzeń, a także sam sposób ekspozycji w formie rozplanowania postaci w kubikach i prostopadłościennych półkach na podobieństwo regałów sklepowych zbliża sytuację galeryjną do bytności w luksusowym butiku, na którym można zakupić designerskie przedmioty z limitowanych serii. Na wyrafinowane rzemiosło artystyczne spoglądamy przecież tak, jak powinniśmy także patrzeć na figurki ze Świata, który uleciał na grzbiecie krowy – oceniając z bliska ich fizyczne właściwości. W sztuce użytkowej ceni się przy tym unikalność egzemplarzy. A jeśli użytkowa, to sztuka do stosowania, na potrzeby czegoś – tak, jak w przypadku obiektów 3D, którymi animator manipuluje przed obiektywem aparatu, aby stworzyć iluzję ich ruchu.

Finisaż wystawy stanowił rozszerzenie panelu dla profesjonalistów z całego świata, który odbył się na Uniwersytecie Artystycznym w ramach festiwalowego wydarzenia branżowego Animator PRO Industry. – Miałem okazję zaprezentować przed tym gronem ideę filmu oraz zastosowaną w nim technologię. Była to dla mnie konfrontacja z osobami z branży, z polskiego przemysłu filmowego czy gośćmi festiwalu zza granicy. Było to bardzo cenne doświadczenie – wspomina artysta. – W pewnym momencie widzowie rozsiedli się w galerii i poczuli tak dobrze na tej wystawie, że miałem wrażenie, jakbym sam był na niej gościem. Udało mi się wtedy stworzyć przestrzeń dla nich, takie „miejsce dla animatorów”. Było to zupełnie przypadkowe, niezaplanowane przeze mnie działanie. Zastanawiam się, czy w tamtym momencie byłem do końca na własnej wystawie? – duma Wojciech Hoffmann.

Zobacz także:

Wystawa wdrożeniowo/studyjnie

Podobno ikona neoplastycyzmu, czyli fotel czerwono-niebieski Gerrita Rietvelda był pierwotnie czarno-biały. Jednak charakterystyczne barwy, które zostały mu nadane kilka lat później przylgnęły do...