Porozmawiaj ze mną

Jak sądzicie, kim jest artysta? Półgłówkiem, który ma tylko oczy – jeśli jest malarzem, uszy – jeśli jest muzykiem, albo lirę na wszystkich szczeblach serca – jeśli jest poetą, albo tylko mięśnie – jeśli jest bokserem? Wręcz przeciwnie, jest równocześnie istotą polityczną, bez przerwy czujną na wydarzenia tego świata – rozdzierające, namiętne lub spokojne, istotą, która w swym całokształcie formuje się na ich podobieństwo.

Pablo Picasso [i]

Sąsiedztwo, sąsiedzi, wspólna historia, tradycja i kultura, a także i inne relacje zachodzące w obszarze Europy Środkowej – to szerokie i prowokujące do wielu wycieczek, założone w punkcie wyjścia wystawy „Konwersacje – wielka podróż przez wiele granic, języków i kultur” pole tematyczne – w kontekście wojny w Ukrainie stało się jednak wypowiedzią par artystów i artystek przede wszystkim o tymże konflikcie. O sprawie ważkiej, o kwestii tragicznej, a przy tym jak najbardziej w tym regionie namacalnej (i nie tylko – jeśli spojrzeć na globalne praktyki tzw. zrównoważonego rozwoju i łańcuchów dostaw). To już nie kolejna wojna w Afryce, którą Europejczycy mogą ignorować, a europejskie media przemilczeć. Otaczająca artystów z Polski, Czech, Słowacji, Białorusi, Gruzji, Ukrainy i Niemiec, a także i nas wszystkich aura niepewności, opresji, zagrożonej bądź już zgoła iluzorycznej wolności, związane z tym poczucie braku, utraty i schyłku, życie we wszechobecnym kryzysie i widmo bliższej bądź dalszej śmierci – sprawiają, że na zestaw prac trudno wręcz spojrzeć inaczej, niż poprzez zamgloną, popękaną i przekrwioną soczewkę ponurego świata nie-pokoju.

Z racji długich planów i przygotowań, początkowo miało być jednak inaczej. W zamierzeniu kuratorki Sławomiry Chorążyczewskiej zaproszeni przez nią artyści i artystki, połączeni w pary, konfrontujący ze sobą różne zaplecze kulturowe i czasem też zderzający odmienne zamiłowania estetyczne czy preferencje co do stosowanych mediów, mieli na ekspozycji „Konwersacje – wielka podróż przez wiele granic, języków i kultur” zabrać nas w znacznie mniej upiorną wędrówkę. Rzeczywistość wojny w Ukrainie podważyła jednak marzenia i aspiracje, by to faktycznie była wielka podróż, a więc – podróż wspaniała, pełna patosu; taka, z której przywozi się pozytywne, budujące doświadczenia i pamiątkowe (nie: traumatyzujące) zdjęcia. Może i taka, co ją nazwiemy mianem przygodowej eskapady? Foodies machną przy tym w zniecierpliwieniu wymuskaną ręką, że przecież zapomnieliśmy o wszechbogatej kulturze kuchni – i że jak już jechać, to z poważnym planem metodycznej konsumpcji słowiańskich przysmaków, naszych środkowo – i wschodnioeuropejskich delicji, co niegdyś zdawały się tak dobrze łączyć nas ponad podziałami.

Wszyscy wokół jednak krzyczą: wojna! Stąd dialogi artystyczne na wystawie zostały rozbite i zdominowane przez raczej smutne, nerwowe rozmowy prowadzone napiętym głosem bądź okrzyki, protesty, szeroko pojęte wulgaryzmy – a więc ostrzyknięte bólem złorzeczenia i ciemne, gorące żale. Jeśli pomiędzy nimi trafiło się na eskapizm, to była to raczej chęć utwierdzenia się w przekonaniu o tym, że pokój jest wartością pozaczasową, i trzeba go pielęgnować choćby i w skali mikro, skoro krnąbrny i nie uczący się na przeszłości wielki świat (czyt.: obłędny majak Wszech-Rosji) prychnął i poszedł w zgoła innym kierunku, by niszczyć delikatne i ażurowe konstrukcje ludzkiego życia, kultury i sztuki, podatne na rany i destrukcję.

I tak oto koncepcja kuratorska, porwana przez wojenną wichurę, przyniosła ostatecznie zbiór prac, którego nie sposób odruchowo nie porównywać ze zorganizowaną w tej samej przestrzeni kilka miesięcy wcześniej, wstrząsającą wystawą „Kultura przeciw wojnie”. Co jednak paradoksalne – choć tamta ekspozycja została otwarta pod koniec maja, a więc raptem w niecałe trzy miesiące po eskalacji wojny w Ukrainie i początku rosyjskiej inwazji, to jednak zdawała się bardziej uporządkowana, klarowna w odbiorze, a przy tym odwoływała się w głównej mierze do intelektu. Z kolei otwarte 14 listopada „Konwersacje – wielka podróż przez wiele granic, języków i kultur” charakteryzuje pewien (zdający się koniecznym) chaos i żarliwa, nagła uczuciowość, co zapewne jest efektem ubocznym silnego zderzenia koncepcji kuratorskiej z płynną rzeczywistością.

„NIE DLA WOJNY”

Przy wejściu zostajemy skonfrontowani z instalacją o ulicznym, anarchistycznym posmaku – układem białych, prostokątnych płócien, losowo pokrytych niebieskimi i żółtymi napisami. To bezprzykładnie przyciągające wzrok dwa Obrazy niebiesko-żółte Piotra C. Kowalskiego z cyklu Obrazy pisane, który artysta realizuje od lat 80. Wiele charakterów pisma i, ekhem, fontów, różne języki pospiesznie bądź ostrożnie wypisanych haseł, składają się na patchwork vox populi z Poznania. Obramowują je namalowane odręcznie flagi niebiesko-żółte i biało-czerwone, w górnym rogu jednego ze skrzydeł nalepka „Wolna Ukraina!!!”, a u spodu nalepki „Barak Kultury” (organizator warsztatów Kowalskiego Obrazy niebiesko-żółte). Wśród napisów występują takie, jak:

NIE DLA WOJNY, WOLNOŚĆ, Kharkiv, Kiev, Lviv, UKRAINA WYGRA, STOP PUTIN!, STEY STRONG, PUTIN IS OFF, Bogdan, LOVE WAR [zapewne miało być LOVE NOT WAR], TO RUSSIAN GENERALS: STOP THIS CRAZY MAN!!!, PUTLER, NIE DLA PUTINA, SZTUKA DLA WOLNOŚCI, FREEEE, JESTEŚMY Z WAMI! POMOŻEMY POZNAŃ, Niech Żyje Ukraina [opatrzony podpisem o tym samym charakterze pisma „Iwona Sz.”], POZNAŃ Z UKRAINĄ <3 08.03.2022 Malwina, ZAPOROŻE, Jebać Putina, A i F 03.03.22, GLORY TO UKRAINE, „P” DIABEŁ DO PIEKŁA!, WSPIERAM UKRAINE… [pisownia oryginalna]

…i inne. Dominują jednak hasła cyrylicą – wskazujące, że działanie Kowalskiego w przestrzeni publicznej przyciągnęło wielu migrantów czy uchodźców. Całościowy, spójny efekt powstały z namnożenia tekstów niebiesko-żółtych rozbijają, a przy tym i poniekąd uwiarygadniają, grafficiarskie tagi i anarchistyczny symbol „A” wpisanego w krąg. Przypominają one także i to, jak na przełomie wieków Kowalski realizował Obrazy pisane z blokersami z poznańskich Rataj (1997), w czasie festiwalu w Jarocinie (2000), a niedawno w czasie kolejnych wydarzeń w ramach ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Instalacja jest uzupełniona o dokumentację fotograficzną – widzimy na niej, jak przechodnie mijający Centrum Informacji Kulturalnej i Centrum Inicjatyw Rodzinnych (to dość zabawne tło dla tego działania) przy Placu Wolności, mali i duzi, podchodzili do jednego z tych obrazów i stopniowo zapełniali jeden z obrazów w ramach akcji społecznej (z kolei drugi powstał 3 marca w trakcie koncertu Światło dla Ukrainy na Placu Wolności).Niepokojąca, zaklęta w instalacji olbrzymia energia to efekt charyzmy i otwartości, a także performatywnego wyczucia Piotra C. Kowalskiego, ubranego w niebiesko-żółty strój i dzierżącego dwie palety, niebieską i żółtą – niczym magiczny, elegancki malarz ze starych filmów dla dzieci i młodzieży, tych autentycznych, poetyckich i pięknych. Praca opatrzona jest komentarzem artysty, w którym czytamy:

Yura jest z Lwowa, ja z Poznania. Yura jest malarzem i ja jestem malarzem. Stanowimy DUET na wystawie zbiorowej 23 artystów i artystek z Europy pt. KONWERSACJE.
Yura maluje obrazy sam, a mi malują INNI.
Yura maluje swoje obrazy w pracowni, w ciszy i skupieniu, mimo wojny. Są to prawdziwe MARTWE NATURY, a nawet bardzo martwe i to takie aż do bólu.
Moje obrazy powstały poza pracownią, bezpośrednio i spontanicznie na ulicy, z myślą o wojnie, dlatego są ŻYWĄ NATURĄ. Powstawały w dzień i w nocy. W słońcu i w deszczu. Malowali, a właściwie pisali je, zarówno dorośli jak i dzieci.

Ten komentarz, zręcznie ujmujący dialog artystyczny i skrajnie przeciwstawne sobie sytuacje powstawania dzieł, to w zasadzie tylko część sumiennie przygotowanej karty. Karty z zielonym stemplem artysty opatrzonym odręczną sygnaturą, czerwoną pieczątką i prostym, fabrycznym datownikiem, doskonale znanym z bardziej analogowych czasów funkcjonowania bibliotek publicznych i tym podobnych sytuacji. Doskonale czuć w tej karcie zamiłowanie Kowalskiego poślednimi formami codziennymi typu pocztówki, a zarazem w listopadzie 2022 roku ta konwencja wydaje się już dość przejrzała, a więc może tym bardziej – artystowska.

Wspominanego lwowianina Yury Kovala można oglądać trzy obrazy olejne Martwa natura#1, Martwa natura#3Martwa natura#8. Mogą być po prostu odbierane jako szkolne ćwiczenia. Oto jednolite tło, stół przykryty materiałem, a na nim poustawiane różne przedmioty. Niemniej artysta na tym etapie zawiesił proces hiperrealistycznego, mimetycznego oddania rzeczywistości na rzecz symbolu. Zamiast trójwymiarowych przedmiotów widzimy białe sylwety, które po nich „pozostały”. Kieliszek, do którego nic nie nalejemy, wazy, co nie pomieszczą kwiatów, czy wreszcie butelki, oderwane od możliwości przechowywania płynów.

Muśnięcie ręki

Nad ekspozycją dominuje efemeryczna, pajęcza i dezorientująca wzrok instalacja Anny Tyczyńskiej Babie lato. Lekko unosi się nad posadzką, dźwigając niemniej realne kawałki metalu, odpady z branży zbrojeniowej. Zwiedzający może też przy tym łatwo w te nici wleźć, by przepaść w zbiorze odrzutów. Instalacja krucha, idealna do uszkodzenia i podważenia. Zwisające nisko girlandy łusek po nabojach są doskonałe do zaplątania się w nich przez nieuważnego widza, robiącego sobie selfie na tle czegoś bardziej konkretnego i reprezentatywnego, a leżące luźno łuski wręcz podkładają się do niechcących kopnięć i rozproszenia całości przez osoby spieszące w czasie wernisażu do kieliszków z winem.

Dopiero po dłuższej chwili, gdy spróbujemy uporządkować układ sieci, zwrócimy uwagę na niski, okrągły stolik kawowy, na którym leży drobna figurka wykonanej z plasteliny niebieskiej postaci kobiety, unoszącej jakby w zauroczeniu rękę w kierunku girland łusek. Anna Tyczyńska po raz kolejny sięga do figury Consuelo – jej artystycznego alter ego, czasem kontemplującego w zamyśleniu obiekty na wystawie, a innym razem biernie zagapionego na rzeczywistość, wypoczywającego – zdarza się, że zawadzającego. Sama instalacja to reinterpretacja Babiego lata Józefa Chełmońskiego – łatwa do uchwycenia dla każdego odbiorcy, gdyż odwołująca się do niezwykle popularnego obrazu, klasyka polskiego realizmu.

W poprawnie zrealizowanych, mainstreamowych filmach akcji często natrafimy na sceny, w których pokaźna broń maszynowa energicznie wypluwa z siebie dziesiątki i setki łusek, usypujących się na wzór efekciarskich kopców, jakby dowodząc prawu ciążenia i innym zasadom fizyki. W takich momentach widz zostaje złapany za gardło ilościowym nadmiarem, satysfakcjonującą powtarzalnością. Ale na planach filmowych raczej nikt nie ginie, a konwencjonalne sceny strzelania ze ślepej amunicji to „czysta” i w miarę bezpieczna rozrywka. Tyczyńska, sięgając po postać pastuszki oczarowanej, zatrutej zniewalającym widokiem babiego lata, podsuwa wprawiającą w dyskomfort figurę biernej (bezsilnej?) obserwatorki, której udziałem we współczesnym świecie staje się nerwowe śledzenie doniesień medialnych. Z czasem przychodzi zmęczenie, otępienie, a także i naturalna reakcja obronna organizmu w formie obojętności i nabierania coraz większego dystansu do wiadomości prasowych. Dwa lata temu statystyki podawały informacje o pandemii koronawirusa, a obecnie odliczamy dni od rozpoczęcia inwazji, liczby poległych, ilość zdobytej czy zniszczonej broni.

W dialogu z Tyczyńską uczestniczy Hanna Shumska z Ukrainy, która w surowej animacji Niebezpieczne lato stworzyła figurę antynomiczną – aktywną, energiczną, działającą na rzecz odmiany sytuacji. Dziewczyna budzi się w domu, z którego okien widać łuny pożarów, a z szafy wyłania się armia małych, agresywnie nastawionych ludzików, którzy brudzą białe deski podłogi, jasne meble i ściany. Przez okno wkracza z kolei wielki, szpetny pająk z głową w kominiarce i hełmie. Bohaterka sięga po mop i rozpoczyna walkę z pająkiem i lilipucią armią. Uporządkowanie domostwa jest symbolem zdecydowanego oporu i wspólnej walki ukraińskich kobiet, ukraińskiego społeczeństwa, solidarności. Shumska w przemyślany sposób sięga po groteskę i prostą metaforykę. Poddając animizacji rosyjskich żołnierzy, wskazuje na realia obecnie trwającej wojny, które przy pozornej przewadze liczebnej i technicznej wykazały jednak słabość militarną i wątłe morale wojsk agresora względem ukraińskich obrońców. To animacja bez wątpienia patriotyczna, a jej humorystyczny i pozytywny wydźwięk ma angażować do nieustawania w działaniu na rzecz pokonania Rosjan, przywrócenia w ukraińskim obejściu porządku, czystości, pokoju.

Spoiwa przyjaźni

Na ekspozycji zdominowanej przez dialogi dzieł indywidualnych, których autorzy i autorki wchodzą ze sobą w dialog, osobny charakter zajmują działania wspólne. Jednym z nich jest Droga – mistrzowska praca z dziedziny tkaniny, zrealizowana przez Annę Marię Brandys z Polski i Evę Lotte Lisander z Niemiec. To trójwymiarowa wizualizacja pofragmentowanego, niemożliwego muru. Jest złożona z geometrycznego, porządkującego rytmu wykonanej z gliny zaprawy murarskiej i ograniczonej liczby wielobarwnych, niezwykle misternie wykonanych cegieł, których faktury mają niezwykle złożony charakter – podważony niemniej przez to, iż całość jest zawieszona w powietrzu, a puste układy zaprawy w wielu miejscach niczego nie spajają, a jedynie rozwijają rysunek muru. To praca bardzo dziwna, gdyż posiadająca w dodatku prześwit, rozbicie w tej wyobrażonej ścianie, zachęcający do podglądania osób po drugiej stronie, przekraczania jej, czy wreszcie – spotkania pośrodku. A może – to dopiero mur zaczęty, który zostanie wypełniony i stanie się solidny z biegiem czasu?

– Z Evą Lotte Lisander, ceramiczką i fotografką tworzącą w Holandii, poznałam się w wyniku śmiesznych zbiegów okoliczności związanych z wymianą studencką Erasmus. W ich wyniku Lotte zamieszkała w 2011 roku w naszym M2. Dzielenie codzienności, a także współbytowanie w pracowniach na Uniwersytecie Artystycznym – obie studiowałyśmy między innymi w Pracowni Tkaniny prof. Anny Goebel, co było kształtującym nas doświadczeniem – zaowocowało nawiązaniem relacji, która trwa do dziś. Przez ponad dekadę tę relację utrzymujemy przede wszystkim korespondencyjnie – wspomina Brandys.

Wymieniając listy, maile, prowadząc rozmowy on-line, artystkom udało się odszukać podstawową wartość, której istnienie chciały podkreślić we wspólnym działaniu. – Chodzi mianowicie o PRZYJAŹŃ i jej wzmacniającą moc, która ma tak unikatowy charakter. Ilu ludzi, tyle jest na nią sposobów, ale nasz wydał nam się godny zauważenia. Mimo garstki spotkań na żywo – widziałyśmy się w 2011, 2013, 2014 i 2017 roku, czasem na bardzo krótko – udało nam się bowiem utrzymać bliskość – relacjonuje Brandys.

Artystki porozumiały się, co do podziału pracy: Lotte Lisander pracowała w swoim studiu ceramicznym nad elementami spoiwa, a Anna Maria Brandys – najczęściej w domu bądź w komunikacji miejskiej – nad dzierganymi cegłami. – Dopiero w trakcie montażu udało się nam zrealizować tę pracę i zobaczyć ją w całości. Było to zaskakujące, ale pozytywne doświadczenie – dodaje artystka.

Gotowe dzieło Droga/ Dear to zatem nieoczywista i nasycona znaczeniami, zarówno w samej jego formie, jak i procesie wykonania, próba oddania hołdu idei przyjaźni. – Praca stanowi analizę wizualną fundamentów relacji, budowanej na garstce wspólnych wspomnień oraz listów, które przez ponad dekadę pozwoliły nam na utrzymanie więzi. Punkt wyjścia stanowiły ściany izby, budowanej korespondencją. Prawdziwa przyjaźń ma jej znamiona, dając podobnie jak dom schronienie i poczucie bezpieczeństwa. Droga/ Dear powstawała, jak już wspominałam, na odległość. Obiekt wykonany z gliny przez ceramiczkę Evę Lottę Lisander – pochodzącą z Niemiec, ale na stałe związaną z Rotterdamem w Holandii – inspirowany był zaprawą murarską. Jest on twardy, a zarazem kruchy – taki, jak bywa w przypadku relacji międzyludzkiej – objaśnia Brandys. Również i same dziergane moduły, zastępujące cegły, obdarzyła intrygującymi treściami, a przy tym zawartością niewidoczną dla widza. Każdy z nich ma wymiar 6x18x9 cm, co odzwierciedla średnie wymiary typowego opakowania na smartfon. – To narzędzie, które co prawda uzupełnia kontakt, ale nie ma jednak szans zastąpić nieskończonej ilości wymienianych listów czy spotkań na żywo, które stanowią prawdziwe spoiwo przyjaźni. Zamknięte wewnątrz modułów, zatajone przed oczami widza, drobne przedmioty z mojego archiwum, to pamiątki budujące więź. Podniesiony z ziemi kamień, świadek śmiechu na ostatnim wspólnym spacerze albo łupina talerza zebranego, nie wiadomo po co, z chodnika – otulone są w miękkości zapomnienia, które – tak, jak bieganina codzienności – nie sprzyja, ale też nie jest w stanie zniszczyć filarów prawdziwej przyjaźni – zdradza Anna Maria Brandys.

Artystka przyznaje, że to, co w tej pracy prywatne, intymne, zostało schowane przed odbiorcą, ale może zachęcać do własnych poszukiwań, zastanowienia się nad podstawą własnych związków. –Widoczna jest tylko stabilność regularnej wymiany myśli, która odbywać się może każdą z możliwych dróg. Najważniejsze jest jednak, aby chcieć wspólnie nimi podążać, dostosowując się do zmieniających się realiów pędzącego życia powszedniego – dodaje.

Wspólny punkt widzenia

Na zgoła odmienny sposób zasady współpracy obmyślili Peter Javorik ze Słowacji i Szymon Szymankiewicz z Polski. W serii trzech plakatów, opatrzonych tytułem Paralaksa. Miłość, solidarność, tolerancja, postanowili odnieść się poprzez język skrótu graficznego do pojęć miłości, solidarności i tolerancji. – Jak te hasła interpretujemy niezależnie? Jak w kontekście własnych krajów? Do jakich wartości się odnoszą? Co uzyskamy poprzez podwójną ekspozycję? Jak widzimy je wspólnie, a jak osobno? Czy potrafimy widzieć je jako całość? – podsuwają serię pytań.

Aby spróbować na nie odpowiedzieć, na trzy monumentalne, niebiesko-czerwone grafiki powinno się spojrzeć poprzez anaglifowe okulary 3D. Uzbrojone oko jednak nie tyle nam pomaga, co dezorientuje. Bo patrząc przez filtr czerwony widzimy na plakatach tylko te elementy znaków, które są w kolorze czerwonym, a przez filtr niebieski jedynie te, co są niebieskie. Jeśli jednak zdejmiemy okulary i przywrócimy naturalne, dwuoczne widzenie, to dostrzeżemy nałożone na siebie kształty, składające się na bardziej złożoną całość. Artyści, przewrotnie korzystając ze zjawiska paralaksy, czyli niezgodności różnych obrazów tego samego obiektu, obserwowanych z różnych kierunków (tu: kolorów), kładą nacisk na konieczność podjęcia porozumienia, przyjęcia wspólnego punktu widzenia, pozwalającego na przezwyciężenie różnic i wypracowanie może nawet nie tyle konsensusu, co wyższej wartości.

Przy wystawie Szymon Szymankiewicz był także odpowiedzialny za jej identyfikację wizualną. Powstał – jak zawsze u tego artysty – wyrazisty plakat w minimalistycznej, geometrycznej formie o ostrej, kontrastowej kolorystyce, który można było zabrać ze sobą w formie pocztówki bądź znaczka. Motyw nienaturalnego oka z wpisaną w jego tęczówkę znaczkiem typowych dla cyfrowych map, ewentualnie kroplą bądź strugą niebieskiego światła oddaje symbolicznie to podwójne, nałożone na siebie znaczenia – przecięcia spojrzeń par artystów z różnych krajów, punktów widzenia artysty i widza, treści obiektu i próbującego go rozczytać widza, odliczającego dni od rozpoczęcia inwazji w Ukrainie… Możliwość kombinacji jest spora – trochę jak otwarta i w dobrym tego znaczeniu pogmatwana stała się, naznaczona rzeczywistością, ekspozycja w Słodowni Starego Browaru.


Konwersacje – wielka podróż przez wiele granic, języków i kultur była częścią programu 6. edycji Poznań Art Week 2022 „Miłość & Solidarność” Stary Browar, Słodownia (+1), ul. Półwiejska 42 w Poznaniu.

Artyści/Artystki:
Anna Maria Brandys | Rufina Bazlova Stitchit and Collective, Białoruś | Mykhaylo Barabash, Ukraina | Eva Lotte Lisander, Niemcy | Sławomir Brzoska | Elżbieta Cios | Sławomira Chorążyczewska | Anna Goebel | Joanna Imielska | Peter Javorik, Słowacja | Piotr C. Kowalski | Yura Koval, Ukraina | Dáša Lasotová, Czechy | Ute Lindner, Niemcy | Volha Maslouskaya, Białoruś | Sergiy Petlyuk, Ukraina | Katarzyna Podgórska Glonti | Sławomir Sobczak | Szymon Szymankiewicz | Hanna Szumska, Ukraina | Guram Tsibakhashvili, Gruzja | Anna Tyczyńska | Louise Walleneit, Niemcy

Więcej informacji o wystawie: Konwersacje – wielka podróż przez wiele granic, języków i kultur | Wystawa zbiorowa — UAP Poznań


[i] P. Picasso, Kim jest artysta?, tłum. E. Grabska [w:] Artyści o sztuce. Od van Gogha do Picassa, oprac. E. Grabska i H. Morawska, Kraków 1963, s. 562.

Zobacz także:

Siła inercji – wystawa Zdolni, ale leniwi

Istnieje wiele anglojęzycznych poradników, których tytuły zaczynają się od hasła „Lazy Man’s Guide”. W tym zwrocie autor i wydawca zawierają obietnicę, że dostarczą nam zestawu wskazówek dających się...