Dnia 27 marca 2026 roku w Molski Gallery odbyło się otwarcie wystawy pt. Feeling the Void, prezentującej prace Jana Berdyszaka, Dominika Lejmana i Konrada Juścińskiego. Zestawienie realizacji tych trzech artystów wydało mi intrygujące, a skuteczna kampania promocyjna prowadzona przez galerię potęgowała moją ciekawość. Kuratorami wystawy są Krzysztofa Kornacka oraz Michał Molski. Kto nie miał okazji wcześniej spotkać się z twórczością wystawianych artystów może z tekstu kuratorskiego autorstwa Kornackiej dowiedzieć się, że twórcy ci wykorzystują odmienne strategie i reprezentują odrębne generacje. Tym, co ich łączy, jest poznańskie środowisko akademickie oraz zainteresowanie tematami pustki i relacji między przestrzenią a śladem 1. Mimo tych punktów wspólnych trudno było wyobrazić mi sobie spójne połączenie prac w zaproponowanej aranżacji. W tekście czytamy też, że pustka jest centralnym tematem wystawy, ale autorzy mają nakłonić osoby odwiedzające do potraktowania jej jako przestrzeni napięć pomiędzy dualizmami, jako medium, którego używają artyści, albo jako budulca znaczeń. Czytając tekst, który podejmuje próbę zdefiniowania pustki jako niczego, jak i wszystkiego, zastanawiałam się, co powiedzą mi o niej sami artyści. Wyróżnienie ,,pustki” jako głównego motywu sprawiło, że jeszcze bardziej szukałam wzrokiem tych miejsc, w których jej nie było. Moje zwiedzanie początkowo zamieniło się w zabawę w szukanie materialności.
Przywilej białej ściany
Miejsce, w którym mieści się wystawa, jest znaczące, zwłaszcza że niewiele galerii w Poznaniu funkcjonuje w budynkach niewymagających adaptacji na potrzeby wystawiennicze. Tutaj przestronne, dobrze oświetlone sale pozwalają pustce wybrzmieć pełniej. Obrazy nie muszą konkurować z elementami, które w nieprzewidziany sposób odwracają od nich uwagę. Ekspozycja rozciąga się na dwóch piętrach budynku, a prace pokazywane są również na łączących je korytarzach. Oba piętra zaplanowano w podobny sposób, a tematykę sal wyznaczają zestawione ze sobą prace – często połączone w pary lub trójki, zgodnie z poruszanymi tematami. Wystawę otwiera mniejszy obraz Jana Berdyszaka pt. Obszar medytacji (1974-1975) w intensywnym czerwonym kolorze z wyciętym kołem.
Ekspozycji towarzyszy również tekst napisany przez prof. Martę Smolińską, który dopełnia konteksty pominięte ze względu na brak opisów poszczególnych prac. Czytając tekst, możemy nieco głębiej poznać praktykę twórczą każdego z artystów z perspektywy badaczki, która dodaje też swoją interpretację poszczególnych realizacji. Autorka opowiada na przykład o sposobie montażu prac Berdyszaka: „Jan Berdyszak dołączał do tylnej strony ram specjalne listwy, które przed zawieszeniem obrazu należało odgiąć, by uzyskać dystans od ściany” 2. Fakt ten jest szczególnie ciekawy w przypadku tej wystawy, w której to właśnie przestrzeń wchodząca w interakcje z obrazem ma nas zainteresować.
Pustka jako środek wyrazu – Jan Berdyszak
Muszę przyznać, że moją uwagę najbardziej przyciągały właśnie obiekty wyżej wspomnianego artysty. Pewne i odważne połączenia kolorystyczne na tle białych ścian z bardziej stonowanymi pracami innych artystów były dla mnie najsilniejszym bodźcem, który wyznaczał mój kierunek zwiedzania. Podstawą praktyki artystycznej Jana Berdyszaka, którą rozwijał od lat 50. XX wieku, jest malarstwo. To właśnie z tego medium wywodzą się nawet najbardziej eksperymentalne formy stosowane przez tego autora. W wielu opracowaniach na temat jego twórczości pojawia się kontekst myśli filozoficznych Wschodu, co przejawia się m. in. w eksploracji pojęć takich jak „potencjalność” czy „nieskończoność”, które artysta przekształca na język wizualny 3.

Na wystawie można zobaczyć obrazy, które powstawały w latach 60., 70. i 80., jak i późniejsze realizacje. Dzieła z roku 2000 oraz z lat 2007-2008 szczególnie przykuwają uwagę na klatce schodowej, między piętrami, na których mieszczą się sale ekspozycyjne. Ten szeroki przedział czasowy umożliwia rekonstrukcję przemian w twórczości Berdyszaka. Obrazami, które najbardziej zapadły mi w pamięć, jest Koło podwójne XX (1968) oraz Passe-partout (2000), które powstały w odstępie 32 lata. Według mnie zestawienie tych dwóch prac pokazuje różne podejścia do pustki i to, jak Berdyszak potrafi ją wykorzystać do konkretnych celów. Pierwsza realizacja zawiera kolorową kompozycję złożoną z organicznych kształtów, gdzie pustka (dziura, brak płótna) staje się po prostu kolejnym kształtem czy kolorem i sprawia, że obraz zyskuje dodatkową przestrzenność. Pojawiające się cienie pod wpływem zmieniającego się światła transformują relacje zachodzące pomiędzy kształtami.
W drugiej pracy, według mnie, pustka nie jest częścią obrazu, a raczej czymś ograniczającym płaszczyznę płótna – to ona nadaje obrazowi ostateczny kształt. Praca ta składa się z dwóch płócien, które uwikłane są w relacje dyktowane przez ich układ. Cienie pojawiające się dzięki niewypełnionej przestrzeni w środku kompozycji dodają obrazowi teatralności i tworzą idealne tło dla interakcji między elementami. Patrząc na obraz, czułam sprzeczne emocje. Z jednej strony połączenie kolorów – niebieskiego, czarnego i białego – oraz kształtów przywoływało na myśl morski pejzaż i dawało poczucie spokoju. Z drugiej strony pojawiło się tutaj pewne, przykuwające wzrok napięcie.

Pustka jako scena – Dominik Lejman
Niezwykła twórczość Jana Berdyszaka zaprezentowana na wystawie zyskuje w połączeniu z realizacjami Dominika Lejmana, który operuje bardziej zgaszoną kolorystyką. Dzięki temu kontrastowi ich prace stanowią dla siebie dobre towarzystwo – nie konkurują ze sobą, a każda może przyciągać uwagę w podobnym stopniu. Chociaż estetycznie różne, obie wprowadzają w pewien rodzaj medytacji, a malarstwo Lejmana przywołuje poczucie bycia w półśnie. Kontemplacyjność prac wynika z charakteru projekcji widocznych na charakterystycznych dla artysty wideofreskach, których bohaterowie często przypominają zjawy czy duchy zawieszone między światami. Jak mówi sam Lejman: ,,I make ghost-paintings” 4.
Wideofreski, które artysta realizuje od 1998 roku, są zazwyczaj wielkoformatowe, co na tej wystawie zostało szczególnie uwidocznione poprzez zaproponowane połączenia. Powierzchnią, na której wyświetlane są nagrania, są obrazy grające subtelnymi półtonami oraz przejściami pomiędzy nimi. Hybrydyczność prac pozwala na wprowadzenie nowego wymiaru – czasu, co rzadko możemy spotkać w malarstwie. Wydaje mi się, że w praktyce Lejamna tytułowe „void” słuszniej jest przetłumaczyć jako „próżnię”, a nie jako „pustkę”. Próżnię wyznacza płótno, które podkreśla materialność wyświetlanego obrazu i ujawnia znaczenie nagranej treści. Na wystawie można oglądać dwie prace wykorzystujące tę technikę: Mnich (2020) oraz Difficult to juggle with skulls (Mariano) (2014).

Oprócz ruchomych obrazów zaprezentowane zostało też bardziej klasyczne malarstwo nawiązujące do twórczości Jacka Malczewskiego, konkretnie do obrazu Melancholia (1890-1894), na którym widnieje dynamiczna scena wypełnioną ludzkimi postaciami. Nie dostrzeżemy ich jednak na obrazie Lejmana. Ten współczesny artysta wskazuje, że melancholia jest uczuciem bardzo osobistym, które przeżywa się w samotności, „kiedy wszyscy odejdą”. Na pracach Lejmana widzimy tylko tło z oryginalnego obrazu – ten zabieg pokazuje, że w jego twórczości to właśnie tło (próżnia, pustka) nadaje pracy sens, pozwala przeżyć konkretne emocje czy wysnuć refleksje.

Spotkanie w innym wymiarze
W sali na pierwszym piętrze praca pt. Mnich Dominika Lejmana spotyka się bezpośrednio ze Spokojnym wędrowcem Konrada Juścińskiego. W tym miejscu dialog między pracami jest niemal słyszalny. Obie realizacje przedstawiają efemeryczne postaci, które sprawiają wrażenie, jakby w każdym momencie mogły zniknąć. Poczucie nietrwałości tych przedstawień jest ciekawym doświadczeniem – sprawia, że nasza obecność w sali wydaje się burzyć, wchodzić w ich świat, w inny wymiar, w którym odbywa się to spotkanie.
Pustka jako wypełnienie – Konrad Juściński
Wiele prac Konrada Juścińskiego pokazywanych na wystawie zostało wykonanych w różnych technikach i ma charakter multimedialny. Artysta wprowadza do swojej twórczości materiał organiczny, którym w przypadku najnowszych realizacji są nasiona kozibroda łąkowego (potocznie nazywanego dmuchawcem). Ten materiał został również użyty we wcześniej wspomnianej pracy Spokojny wędrowiec. W swojej działalności, szczególnie tej związanej z performansem, artysta często bada granice między ciałem a przestrzenią 5. W przywołanej realizacji widzimy właśnie tę granicę, zmaterializowaną za pomocą nasion – nie wiemy co zostało odgrodzone. Forma tworzy skojarzenia z pozostawioną skorupą, zapisem procesu, który wydarzył się poza naszą obecnością. Ten nieprzewidywalny proces wprowadzony do instalacji za pomocą materiału organicznego wywołuje skojarzenia z nietrwałością.

Pracą, która w najbardziej oczywisty sposób łączy się wizualnie z realizacjami pozostałych artystów biorących udział w wystawie nosi tytuł Horyzont (2024-2026). Kompozycja składa się z przestrzennych obiektów, które przybierają formę powyginanych geometrycznych kształtów. Do każdego z nich dołączona została organiczna linia, stworzona z podobnego materiału, ale bardziej swobodna. Moją uwagę przykuło połączenie dwóch rodzajów sklejki i wykorzystanie ich w zupełnie odmienny sposób. Ten kontrast potęguje dynamizm całej pracy, która mocno oddziałuje na przestrzeń, tworząc napięcia między pokazywanymi obiektami ułożonymi w wielkoformatowy zbiór.
W swojej twórczości Juściński podejmuje próbę eksploracji tożsamości jednostki i jej pozycji w świecie, w którym technologia koegzystuje z przyrodą. Zestawienie prac tego artysty z realizacjami Dominika Lejmana jest ciekawe właśnie ze względu na ten wątek. Niestety trudno jest mi nadal, nawet po obejrzeniu wystawy, połączyć jego twórczość z głównym tematem zaproponowanym przez kuratorów. Dla mnie pustka w pracach Konrada Juścińskiego jest czymś, z czego artysta korzysta bardzo technicznie. Staje się wypełnieniem konstrukcji, materiałem, który przyczynia się do ostatecznego wyglądu rzeźb i potęguje wrażenie niestabilności, które jest tak ważne dla interpretacji prac.
Co ich łączy?
Na wystawie spotykamy się z trzema odmiennymi praktykami artystycznymi, przy czym każda z nich opowiada nam coś innego. Wybrane prace są ciekawe i dobrze dobrane, a każda z praktyk może dodać do snutej tu opowieści coś nowego, bez odwracania uwagi od pozostałych. Według mnie nie są to uzupełniające się narracje, a raczej trzy osobne zaproszenia do zapoznania się szerzej z praktyką każdego z artystów. Po obejrzeniu wystawy czuję niedosyt – chciałabym zobaczyć więcej, co z pewnością stanowi jej atut w kontekście promocji twórczości tych autorów. Punktem wyjścia do połączenia tych praktyk wydaje się wzajemna znajomość twórców oraz aktywność na polu akademickim. Sugerują to umieszone na wystawie dokumenty, takie jak list polecający dla Konrada Juścińskiego od prof. Jana Berdyszaka do Andrzeja Mroczka z Galerii Labirynt w Lublinie z 2002 roku oraz fragmenty oceny dorobku artystycznego i dydaktycznego Dominika Lejmana sporządzonej przez prof. Jana Berdyszaka w ramach pracy doktorskiej młodszego artysty. Zabieg umieszczenia tych dokumentów w przestrzeni wystawienniczej moim zdaniem osłabia potrzebę poszukiwania niuansów, które można byłoby dostrzec w trakcie poszukiwania połączeń przedstawianych praktyk artystycznych.
Zgodnie z propozycją kuratorów, oglądając poszczególne prace, zadawałam sobie pytanie o to, jak artyści wykorzystują pustkę, czym ona dla nich jest. Po obejrzeniu wystawy mam poczucie, że dla Jana Berdyszaka jest ona narzędziem, które umiejętnie wykorzystuje do swoich celów i pogłębiania relacji, jakie zachodzą między jego obrazami, przestrzenią i odbiorcą. Z kolei Dominik Lejman używa jej jako punktu wyjścia dla prowadzonej narracji, ale też jako medium, które podkreśla prawdziwy sens przekazu. U Konrada Juścińskiego jest czymś, co wypełnia prace, potęgując wrażenie ulotności. Muszę przyznać, że momentami nie zgadzam się z interpretacją kuratorów, ale myślę, że cała wystawa jest dobrą okazją do zapoznania się z praktykami wybranych artystów.
Na koniec powróćmy do tytułu wystawy, która, moim zdaniem, najlepiej oddaje sens całej ekspozycji. Feeling the Void zaprasza do postrzegania czegoś nieuchwytnego w sposób cielesny i emocjonalny. Tutaj uświadamiamy sobie, jak nasza obecność wpływa na przestrzeń oraz zaprezentowane prace. Myślę, że warto odwiedzić galerię i podjąć próbę szukania nowych, własnych połączeń.
- Tekst pojawia się na stronie internetowej galerii jako opis do wystawy Feeling the Void: https://molskigallery.com/wystawy/feeling-the-void-jan-berdyszak-konrad-juscinski-dominik-lejman [data dostępu: 20.04.2026]. [↩]
- Marta Smolińska, W obronie miejsca pustego: Berdyszak, Lejman i Juściński na tropach potencjału pustki. Tekst w formie wydrukowanego pliku dostępny jest w przestrzeni wystawy dla oprowadzających, ale jest również częścią katalogu przygotowanego w ramach ekspozycji. [↩]
- Profil artysty Jana Berdyszaka na portalu culture.pl, https://culture.pl/pl/tworca/jan-berdyszak [data dostępu: 20.04.2026]. [↩]
- “Robię obrazy-duchy” tłumaczenie własne. Zródło cytatu: https://artevie-publishing.de/dominik-lejman-ghost-paintings/ [data dostępu: 20.04.2026] [↩]
- Profil artysty na stronie galerii: https://molskigallery.com/artysci/konrad-juscinski [data dostępu: 20.04.2026] [↩]