Poniższa rozmowa z dr. hab. Filipem Wierzbickim-Nowakiem, profesorem Uniwersytetu Artystycznego im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu, to okazja do przyjrzenia się praktyce twórczej tego cenionego artysty wizualnego. W obszarze jego poszukiwań badawczo-artystycznych kluczową rolę odgrywa interdyscyplinarność – synteza malarstwa, rysunku, grafiki, wideo oraz instalacji typu site-specific. Artysta skupia się na motywach natury, czasu i pamięci. Jego prace gościły na wystawach m.in. w Niemczech, Hiszpanii, Grecji, Korei Południowej czy Japonii, a sam twórca był nominowany do nagrody STRABAG Artaward w Wiedniu. W tym roku otworzył malarską Pracownię Działań w Obrazie na Wydziale Obrazu i Działań Interdyscyplinarnych, której program łączy malarstwo i media cyfrowe.
Rozmowa dotyka teoretycznych i praktycznych aspektów pracy z przestrzenią, specyfiki kontekstu miejsca oraz artystycznych strategii utrwalania zjawisk procesualnych i ulotnych.
Barbara Komorowska: Jak zaczęła się Pana droga artystyczna? Czy już na początku interesowało Pana malarstwo jako sposób opowiadania o świecie, czy znaczenie tego medium zmieniało się wraz z rozwojem Pana praktyki?
Filip Wierzbicki-Nowak: Malarstwo od samego początku traktowałem jako pole poszukiwania i konstruowania. Od dzieciństwa rozkładałem zabawki na części, a nawet zrywałem parkiet w swoim pokoju, żeby zobaczyć, co kryje się pod spodem. To nie była destrukcja, tylko pierwsza, głęboko fizyczna próba dotarcia do rdzenia. Z wiekiem zmieniła się skala i świadomość środków, ale cel pozostał ten sam: nie opowiadam historii, tylko fizycznie ją buduję i oczyszczam. Nakładam grube warstwy farby, a potem je wydrapuję, naruszam płótno. Szukam w tym surowej prawdy i czasu uwięzionego w materii.
W swojej twórczości łączy Pan różne media – malarstwo, rysunek, grafikę, film czy instalację. Co daje Panu malarstwo, czego nie mogą dać inne formy wypowiedzi artystycznej?
W ostatnich latach moich poszukiwań związanych ze zróżnicowaną materią brakowało mi ekspresji malarskiej. Stwierdziłem, że poprzez medium malarskie, w połączeniu z linią, mogę wywołać u odbiorcy określone reakcje emocjonalne i podświadome myśli. Malarstwo daje mi coś, czego nie są w stanie zaoferować żadne inne media – jest to unikalny proces fizycznego zmagania się z materią oraz bezpośredni zapis czasu i trwania. Podczas gdy film operuje ruchem i czasem ekranowym, a instalacja czy grafika budują narrację przestrzenną lub powtarzalną, malarstwo zamienia się w pole archeologiczne. Poprzez nakładanie i zdrapywanie warstw,farba staje się nośnikiem pamięci – gęstą strukturą, w której zatrzymuje się czas, tworząc autentyczny, niemal geologiczny ślad.


W Pana pracach powracają motywy natury, pamięci, rytuału, mitu i doświadczenia miejsca. Skąd bierze się zainteresowanie tymi obszarami? Czy wybiera Pan te tematy świadomie, czy raczej powracają do Pana niezależnie od zamierzeń?
Natura czy konkretne miejsce interesują mnie, ponieważ dają mi fizyczny punkt oparcia. Poszukuję zakorzenienia – fizycznego, geologicznego, opartego na realnym kontakcie z materią i krajobrazem, tak jak w przypadku ostatniej wyprawy do Knossos czy na wyspę Spinalongę, które stały się dla mnie refleksją nad śladami przeszłości.
To też dla mnie próba dotarcia do podskórnego nurtu, który łączy nas z historią i tożsamością. Warstwowe nakładanie farby czy wydrapywanie w niej struktur, staje się rytuałem samym w sobie – powtarzalnym gestem, który pozwala zatrzymać czas, uporządkować go i nadać doświadczeniu głębszy sens.
Mówi Pan o fascynacji tym, czego nie rozumiemy, co nas przeraża, a jednocześnie przyciąga. Czy sztuka jest dla Pana sposobem oswajania tego, co nieznane, czy przeciwnie – pozwala zachować tajemnicę i nie próbować wszystkiego wyjaśniać?
Dla mnie to próba zachowania tajemnicy. Staram się dotrzeć do trzonu i trzewi poprzez rozmontowywanie obrazu na czynniki pierwsze, a jednocześnie chronić to, co pozostaje niewidoczne dla oka. Nawarstwiane i zdrapywane struktury mają w sobie zatrzymać to, co nieuchwytne. Sztuka ma zabezpieczyć tę zagadkę, a nie ją rozwikłać.




Jaką rolę odgrywa w Pana twórczości rytuał? Czy sam proces malowania może mieć dla Pana charakter rytualny – poprzez gest, powtórzenie, rytm czy kolor?
Rytuał to dla mnie odwołanie się do tego, co archetypowe i łączy nas z tożsamością. Od kiedy pamiętam, nawet w zabawie starałem się intuicyjnie dotrzeć do rdzenia rzeczy. Dzisiaj proces malowania ma dokładnie ten sam, powtarzalny charakter. To zmaganie z materią: nakładanie farby grubymi warstwami, naruszanie powierzchni, systematyczne wydrapywanie struktur i motywów podpatrzonych w muzeum archeologicznym, aż do odsłonięcia kształtów przypominających rysunki naskalne. Rytm, powtórzenie i gest pozwalają mi zatrzymać czas i fizycznie ucieleśnić to, co najstarsze.
Tytuł Pana niedawnej wystawy w Heraklionie na Krecie – „Before the Word” („Przed słowem”) – odwołuje się do doświadczenia, które poprzedza język. Co znajduje się według Pana „przed słowem”? Obraz, gest, emocja, ciało, pamięć?
Moim zdaniem język – rozumiany szeroko jako komunikat, znak i intencja – wcale nie pojawia się jako coś wtórnego wobec rytuału. Już w prehistorii człowiek rysował na skałach właśnie w celu komunikacji. Znak, ślad i malarski gest to już jest forma języka. Dlatego tytułowe „Before the Word” dotyczy konfrontacji z tym momentem, w którym sam znak staje się bezpośrednią materią.




Wystawa zestawia dwa kręgi kulturowe: tradycje słowiańskie związane z naturą, ziemią i rytuałami przejścia oraz Kretę – przestrzeń transu, dionizyjskiej energii, ruchu i światła. Co sprawiło, że te dwa pozornie odległe światy spotkały się w Pana twórczości?
Przede wszystkim to, że po lekturze setek mitów przestałem widzieć między nimi silną granicę. Zauważyłem powtarzające się motywy, bohaterów i wzorce. Jeśli się im dobrze przyjrzymy, to widać wyraźnie, że to dwie strony tego samego archaicznego pnia. Z jednej strony mamy słowiańskie zanurzenie w ziemi, cykliczność, mrok i ciężar rytuałów przejścia. Z drugiej – Kretę, czyli eksplozję śródziemnomorskiego światła, ruchu i dionizyjskiej energii. Na wystawie te porządki nie tyle się łączą, ile zderzają. Stworzyłem z nich własną topografię, w której dionizyjska ekstaza konfrontuje się z ziemską materią.
Jak doświadczenie Krety i pobytu w Heraklionie wpłynęło na Pana sposób patrzenia na własne prace? Czy miejsce, w którym prezentujemy sztukę, może zmienić jej sens – a być może nawet ujawnić znaczenia, których wcześniej w niej nie dostrzegaliśmy?
Kreta to zderzenie z materią i zupełnie innym klimatem, co bezpośrednio ustawia całą paletę. Kiedy wchodzisz w tę przestrzeń i poruszasz się pośród spalonych słońcem traw oraz piasku, wszystkie te ochry, odcienie ugru, głębokie brązy ziemi przestają być teorią – stają się jedyną fizyczną rzeczywistością. Do tego dochodzą wizyty w muzeum archeologicznym w Heraklionie i badanie struktury rekonstrukcji malowideł z Knossos, które dały mi konkretny impuls. Ta przestrzeń jest dosłownie wypalona przez słońce i ma w sobie ciężar, który weryfikuje płótno. Miejsce nie zmienia sensu sztuki na siłę – ono ją po prostu obnaża z tego, co zbędne, i wyciąga na wierzch to, co od początku w niej siedziało.




Wystawa została zaprojektowana w sposób nieliniowy i miała zachęcać do intuicyjnego, cielesnego odbioru. Czy zależało Panu na tym, żeby widz najpierw „doświadczył” prac, a dopiero później próbował je interpretować?
Tu cała gra polega na bliskości. Musisz podejść, wejść w to bez żadnego dystansu. Najpierw uderza materia, faktura, kolor i ciężar – fizycznie, bezpośrednio – zanim w ogóle włączy się myślenie i jakakolwiek interpretacja.
Czy „Before the Word” jest dla Pana zamkniętym rozdziałem, czy raczej początkiem kolejnego etapu? Jakie pytania, obrazy lub doświadczenia wyniósł Pan z Heraklionu i co może pojawić się w Pana kolejnych pracach?
To nie koniec żadnego rozdziału, tylko kolejna warstwa w tym samym procesie. Z Heraklionu przywiozłem przede wszystkim fizyczne doświadczenie surowości tamtej wypalonej słońcem ziemi i ciężaru historii. W kolejnych pracach na pewno nie odpuszczę tego, co najważniejsze: czystej fizyczności, bliskości i wgryzania się w materię.
Z Filipem Wierzbickim-Nowakiem rozmawiała Barbara Komorowska

Before the Word | Filip Wierzbicki-Nowak
Heraklion Municipal Art Gallery
Chrisostomou 8, Heraklion 713 06
Grecja
Czas trwania wystawy: 31.08–4.09.2026
Kuratorka wystawy: Eleni Eirini Xenaki
Patronat honorowy: Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej w Atenach