45. Konkurs im. Marii Dokowicz

Doświadczanie, nie tylko oglądanie

Charakter prac wybranych do finału w 45. Konkursie im. Marii Dokowicz sprawił, że doświadczenie – wielozmysłowe, pełne zaskoczeń i odkryć – wyparło klasyczne oglądanie. Artyści coraz częściej wykraczają poza ramy jednego obszaru, motywując także odbiorcę do poszerzenia percepcji.

Człowiek i ciemna ekologia

Laureat Grand Prix w dziedzinie artystycznej, Andrzej Staniek stworzył abstrakcyjne, ale dające się skojarzyć z czymś organicznym, formy, które według niego mogą być tymi formami życia, które przetrwają po masowym wymieraniu (Cocktail Creatures). Artysta inspiruje się teoriami Timothy’ego Mortona i Donny Haraway i tak zwaną ciemną ekologią, rozwijając w swojej pracy refleksję nad czymś obcym, nieznanym nam, co może stać się „potencjalną formą przyszłego życia”. Koncentruje się także na ograniczeniach ludzkiej percepcji, niezdolnej do ogarnięcia wszystkich form istnienia. Inspirująca jest forma pracy: połączenie filmu, technologii cyfrowych, teoretycznych tekstów i wyobrażonych obiektów. Wbrew intuicyjnej interpretacji słowa „koktajl” zawartego w tytule, praca Andrzeja Stańka nie jest mieszanką chaotycznych impresji, ale przemyślaną wypowiedzią artystyczną, wynikającą z pogłębionej refleksji nad ewolucją, miejscem człowieka w świecie i pytaniami, jakie trzeba postawić wobec przyszłości. Refleksja nad tym, czy jesteśmy ciałem, czy wydarzeniem, procesem, rodzajem koktajlu, prowadzi artystę do konstatacji, że nasze istnienie – i zdolność mówienia – może być sumą przypadkowych splotów ewolucyjnych transformacji.

Również Mikołaj Thiel (Nagroda Specjalna Rektora UAP i nagroda Fundacji Rozwoju Miasta Poznania) w pracy Matka i małpa. Pozorna dychotomia pochodzenia człowieka pokazuje, że oddzielenie świata ludzkiego od przyrody jest sztuczne. Twierdzi, że na to, kim jest dzisiaj jako człowiek i artysta, wpłynęły zarówno ontogeneza, jak i filogeneza. Projekt ten poruszył mnie na poziomie „pracy psychologicznej”, jaką artysta wykonał, by być w tym twierdzeniu wiarygodnym. Jeden obiekt pokazuje darwinowską małpę jako bliskiego nam kuzyna – zwierzęca postać obdarzona została ludzką twarzą, i jest to w dodatku autoportret artysty. Drugi obiekt wpisuje się w tradycję tworzenia chrześcijańskich relikwiarzy – Mikołaj Thiel zbudował rodzaj popiersia swojej nieżyjącej już matki z zachowanej po niej biżuterii i tkanin. Silnie emocjonalny stosunek do zmarłej wyraża umieszczona w środku relikwiarza fiolka z krwią artysty. Ontogeneza i filogeneza przeplatają się w tej instalacji, uwrażliwiając także nas, odbiorców na to, skąd pochodzimy i co kształtuje naszą tożsamość. Temat przepracowania żałoby po bliskiej osobie dotyka doświadczenia straty w każdym z nas, prowokując pytanie o to, co znalazłoby się w relikwiarzu, gdybyśmy chcieli taki stworzyć po naszych zmarłych?

Las jako Nie-miejsce. Grafika nośnikiem pamięci Barbary Borysewicz (Nagroda Prezydenta Miasta Poznania) odkrywa w nas ranę po utraconych miejscach zielonych. Znikające lasy zostają usunięte z krajobrazu, ale pozostają w naszej pamięci. Używając formy zaokrąglonej panoramy artystka stwarza odbiorcy warunki, by „poczuć się jak w lesie”. Nie są to jednak lasy rzeczywiste, tylko to, co mieszka w pamięci, a więc drzewa w przedziwnych, jaskrawych barwach, fantasmagoryczne, jak zjawy. To raczej duchy drzew niż lasy. Dzięki takiemu przedstawieniu oraz cieniom rzucanym przez wyrwane z kartki kształty pni, nieobecność drzew staje się dojmująca, tworzy wyrwę w psychice, wizualizuje brak, to, co autorka prac nazywa nie-miejscem. Nie-miejsce jest raną w duszy, wypaloną przez pamięć.

Zabawa to poważna sprawa

Zabawa to poważna sprawa, a to, co poważne, może stać się przedmiotem zabawy. Przekonują o tym dwie prace na wystawie.

Agnieszka Olejniczak (nagroda Fundacji Rozwoju Miasta Poznania) stworzyła projekt Sztuka dotykowa: otwieranie percepcji przez doświadczenia osób w spektrum autyzmu, którego odbiorcami mogą być nie tylko te osoby, ale także każdy z nas, by móc doświadczać w sposób wielozmysłowy sztuki, którą zwyczajowo zwie się „wizualną”. Trzy obrazy łączą w sobie elementy malarskie z tekstyliami, m.in. zrobionymi na szydełku wypukłymi formami zapraszającymi do dotykania. W realizowanym projekcie znalazły się także poduszki obciążeniowe oraz pokój wyciszeń ze styropianową muszlą, do której można się schować, przez co artystka chciała odpowiedzieć na szczególne potrzeby osób w spektrum autyzmu. Autorka zachęca także odbiorców bez obciążenia autyzmem do rozwijania sensorycznej wrażliwości i przejścia ze stanu oglądania/oceny w tryb dotykania/doświadczania sztuki.  

Z kolei Krzysztof Kędzierski (nagroda m.in. IKS-a i Wydawnictwa Miejskiego Posnania) stworzył swój magisterski projekt z kilkudziesięciu obiektów, zastrzegając, że „Z tego (nie) wolno się śmiać”. Przyzwolił przy tym wybrać odbiorcom dowolną opcję, sam dystansując się od „smutnej sztuki uczelnianej” na rzecz „radosnej twórczości własnej”. Praca magisterska, edukacja uczelniana i sam proces ekspozycyjny zostały na wiele sposobów sparodiowane: poprzez zestawienie dyplomu ukończenia przedszkola z dyplomem licencjackim (jako podsumowania dwóch różnych procesów – radosnego i smutnego); poprzez charakter obiektów (np. „Zestaw dzielnego odbiorcy sztuki” – naklejki z gotowymi napisami typu „Totalnie tego nie rozumiem”, „Brzydkie”, „Gdzieś to już widziałem”); poprzez dodanie komentarza w żargonie naukowym (pudełko z tłustą plamą po pizzy to „Onto-kulinarna semiotyka lepkości […]”); poprzez odjęcie powagi sytuacji ekspozycyjnej (Obiekt 5. „Prace uczelniane rzucone w kąt galerii”); wreszcie poprzez mieszanie kontekstów (wystawie pracy dyplomowej miała towarzyszyć na wernisażu loteria, podczas której można było wygrać elektryczny piec do pizzy oraz prawdziwa pizza – obiekt oznaczony własnym komentarzem: „SPRYTNE”). Do tego mnóstwo notatek, list rzeczy do zrobienia, kolorowych wtrętów, zdjęć i innych elementów radosnego – chociaż jednak kontrolowanego – chaosu. No właśnie – ta pozorna rewolucja, bunt przeciw regułom i sensom ma swoje reguły i swoje sensy. Czy studia artystyczne w tym przeszkodziły, czy pomogły? Na pewno stały się swego rodzaju trampoliną do stworzenia tej pracy. Warto się z tą sztuką spotkać – żeby odrzucić przywiązanie do koturnowości i pompatyczności oraz żeby się skonfrontować z własnymi przekonaniami, czym sztuka jest, czym może być i jakie jest w tym miejsce odbiorcy. Albo po prostu się pośmiać, do czego okazji często nam brakuje.

Mrok, niespełnienie i wyjście poza

Agata Sophie Stemerowicz w swojej pracy Ciężar jako narzędzie twórcze. O ambiwalentnym znaczeniu melancholii i depresji w kontekście twórczości rehabilituje oba te stany, ukazując z jednej strony ciężar psychiczny związany z nimi, z drugiej – „ciężar gatunkowy” – coś, co wymyka się leczeniu, a może stanowić potencjał twórczy danej osoby. Nie chodzi tu jednak tylko o proste „przełożenie” cierpienia na sztukę. Artystka wydaje się poszukiwać przemiany poprzez ów balast, a nawet zaryzykujmy – dzięki niemu. To, co gęste, ciemne, ciężkie – odczuwane przez ciało jako przytłaczające, wydaje się wizualną formą odkrywającą światy niewidzialne, potencjały tkwiące w mroku. Gęsta lawa wylewająca się z otworu drzwiowego może być ekspresją czegoś przygnębiającego, ale da się też pomyśleć jako siła, energia wdzierająca się w jakiś zamknięty do tej pory obszar. Zawieszone w przestrzeni eteryczne tkaniny pod wpływem światła odsłaniają jakby cieknącą czerń, ale możemy także czytać to tak, że światło uwidacznia jednak w owym mroku możliwości, daje nowe spojrzenie na to, co wydawało się nieruchome, więc niedające się zmienić. Ciężar jako jeden z aspektów sztuki wizualnej pozwala się tu doświadczyć niemal fizycznie i zyskuje – w moim odczuciu – moc transformacyjną.

Z kolei w animacji Ślepe wrota Oktawia Derybowska buduje kruchy świat z sypanego piasku. Tytuł pracy czerpie z dawnych rytuałów przejścia. W starożytnym Egipcie wewnątrz grobowców umieszczano drzwi, które donikąd nie prowadziły, ale, jak wierzono, miały pozwalać zmarłym przejść w zaświaty. Technika sypania piaskiem świetnie koresponduje z podjętym tematem: wędrowiec przemierza pustynne przestrzenie, widzi cel – fatamorganę miasta, ale nie może – w sensie namacalnym – uchwycić tego celu, który dosłownie wymyka mu się z rąk. Nadawanie metaforom bardzo cielesnych postaci (wędrowca śledzi ryś symbolizujący śmierć i czekający na swoją okazję, ślepe wrota kruszą się na naszych oczach) to zabieg, który sprawia, że widz w krótkich, wciąż – nomen omen – rozsypujących się obrazach jest w stanie błyskawicznie dostrzec archetypową sytuację człowieka między dążeniem do czegoś a rezygnacją. Ostatecznie jednak artystka wychodzi poza archaiczną dychotomię. Przyjemność czerpana z bycia w ruchu, kontakt z tym, co fizykalnie dostępne, celebrowanie żywotności wydają się prowadzić do innego rozumienia sensu życia.

Kolor i forma

Grand prix w dziedzinie projektowej otrzymała Justyna Wiśniewska za pracę Forma dźwięku. Kostiumy inspirowane zjawiskiem synestezji i estetyką Bauhausu. Artystka stworzyła ubiory, inspirując się zjawiskiem synestezji i oddziaływaniem wielozmysłowym, które często jest doświadczeniem osób z niepełnosprawnościami. Nawiązuje przy tym do terminu „(syn)estetyka” brytyjskiej artystki Josephine Machon. Jest to rezygnacja z założenia, że sztukę wizualną odbieramy przede wszystkim wzrokowo i intelektualnie, i danie pierwszeństwa holistycznemu doświadczeniu, łączącemu wszystkie zmysły i emocje. Justyna Wiśniewska stworzyła kostiumy, które mogą stanowić – jak deklaruje artystka – także samodzielne obiekty. Wielowymiarowe, geometryczne, w jaskrawych, nasyconych barwach nawiązujących do kolorystyki Bauhausu, działają na wyobraźnię i mogą służyć różnym celom, także performatywnym. Tych kostiumów chce się dotknąć, a świetnie sprawdziłyby się także w baśniowej scenerii (nie tylko dla dzieci).

Dotknąć książki

W finale znalazły się trzy projekty związane książką, z których jeden, Zuzanny Kowalskiej (nagroda IKS-a i STGU), Czy chłopcom wolno czytać różowe książki? podejmuje analizę środków plastycznych stosowanych w polskiej literaturze dziecięcej prezentującej zawody. Artystka stworzyła ilustrowaną książeczkę i trzy gry przedstawiające różne profesje w reprezentacjach żeńskich i męskich bez stereotypizacji płciowej. Zamierzenie słuszne, ale kłopot z tą książką polega na tym, że artystka sama pisała do niej wierszowane teksty. Interdyscyplinarność ma swoje granice, a tymi granicami są odpowiednie dla danej formy wyrazu kompetencje. Przy tego typu projektach warto oddać część literacką komuś, kto jest w tym dobry. Przekonanie, że tzw. książeczkę dla dzieci napisać może każdy, jest z gruntu fałszywe. Zachęcające są natomiast same ilustracje i walor wizualny gier.

Lepszą drogę wybrała Zofia Krzyżanowska, która w swojej pracy Czytalerz – nieksiążka dla najmłodszych. Projekt interaktywnej formy wydawniczej skorzystała z wierszy dla dzieci uznanego poety Jana Brzechwy, dołączając do nich różniące się fakturą, kształtem i ciężarem klocki oraz talerz z powierzchnią sensoryczną. Dzieci – w założeniu w kontakcie z dorosłym – mogą na różne sposoby same ilustrować te wiersze. Projekt jest tym bardziej godny uwagi, że skierowany jest także do maluchów niewidzących i słabowidzących, a na talerzach sensorycznych wiersze umieszczone są także w alfabecie Braille’a. Artystka użyła też przyjaznych, ekologicznych materiałów. Potencjał edukacyjny i sprzyjający komunikacji w zabawie z innymi jest tu ogromny, przy eleganckiej prostocie formy i różnych możliwościach zastosowania, nie tylko do ilustrowania zamieszczonych w pracy wierszyków, ale też do tworzenia własnych obrazów z abstrakcyjnych figur.

Trzeci projekt książki, tym razem dla dorosłych, Jestem. Gdyby nie wojna, to nigdy bym nie wyjechał, autorstwa Danuty Kobylackiej (nagrody Notes na 6 tygodni i STGU) jest zaawansowany graficznie, przemyślany i staranny. Przedstawia trudne doświadczenia migrantów na granicy polsko-białoruskiej, a celem artystki było przełamanie stereotypowego myślenia o ludziach zmuszonych do wędrówki w poszukiwaniu nowego miejsca do życia. By uczynić trudną treść bardziej przyjazną, artystka zastosowała w publikacji wektorową infografikę, analogowe rysunki i grafiki przekazujące wiedzę o ludziach podejmujących trudną decyzję o opuszczeniu swojego kraju oraz ciekawostki z ich kultur. Najważniejsze fragmenty historii konkretnych osób lub ważne treści zostały zaznaczone barwnie w przeskalowanej typografii. Na okładce mamy zdjęcie patrzącej na nas kobiety z Malezji, a u dołu pytanie: „A czy w ogóle wiecie, przed czym ci ludzie uciekają przez Białoruś? […]”. Tę książkę chce się wziąć do ręki, i to właśnie jej wizualna realizacja w dużym stopniu zachęca do zagłębienia się w trudny temat.

Wybór omówionych prac jest z konieczności niepełny i subiektywny, ale projekty, które znalazły się w finale pozwalają zobaczyć całe spektrum form, narzędzi i tematów ważnych z punktu widzenia współczesnego świata: od tych uniwersalnych, o dużym ciężarze gatunkowym, przez ekspresję indywidualnych doświadczeń aż po zaproszenie do sztuki jako zabawy. Dzięki temu także odbiorca może poszerzyć własną percepcję świata.


Wystawa w ramach 45. edycji Konkursu im. Marii Dokowicz na Najlepszy Dyplom UAP pt. „Kooperacja”
Słodownia +3, Stary Browar, Poznań
kurator: Maciej Kurak
20.02 – 8.03.2026 r.

Zobacz także: