The Night Tales

Pewność snu

Zapraszamy do strefy mroku. Gaśnie powoli światło, z cienia wyłania się senna rzeczywistość. Dzień negocjuje z nocą wyrazistość konturów, potencjał wyobrażonych kadrów, realność snów. Logika dnia zawiesza się na rzecz porządku nocy – nieoswojonego, szorstkiego, dzikiego. Wyobraźnia podróżuje bez skrępowania, ostrych zakrętów jaźni nie łagodzi kultura ani socjalizacja.

Wyprawa w sen to wyprawa w nieznane, poza ustalony porządek. Senne wizje artystów i artystek prezentujących swoje prace w ramach wystawy “The Night Tales” są niepoliczalne i organiczne, rozrastają się i kurczą jednocześnie. Zamieszkują je zwierzęta, rośliny, materia leśna, byty fikcyjne i boleśnie realne.

Sen niesie ulgę i sprowadza koszmar.

Na granicy

Kamila Kobierzyńska, kuratorka wystawy, zapuszcza się w czeluści snu. Szczególnie zaś w meandry specyficznego stanu pomiędzy jawą a snem, “gdy kontrola świadomości słabnie, a subtelne siły nieświadomości zaczynają przejmować stery1. To przestrzeń liminalna, w której rozluźniają się lejce rozsądku, a do głosu dochodzą instynkty i tłumione światłem dziennym popędy. Jungowski obszar nieświadomości, zamieszkany przez “archetypy, instynkty i figury kolektywnej psychiki – formy, które nie poddają się logice, lecz przemawiają językiem symbolu, cienia i snu”2.

Tu może wydarzyć się wszystko, jak na opuszczonym, zamrożonym w bezruchu placu zabaw, czy odessanym z dźwięków i zapachów dnia miejskim placyku. Przestrzenie, które z jakiegoś powodu, choćby tymczasowo, tracą swoje funkcje, napawają nas lękiem. Zioną pustką, utratą definicji. Czekają na społeczny refill, przeczekują chwilę nieuwagi w kulturowym “bardo”3. Pustka niepokoi, dezorientuje. I tym samym staje się niemożliwa. Bo rozedrgana, mętna, prosi o ruch, napełnienie treścią, akt uwagi. Mrok pragnie wypłynąć na przejrzyste wody dnia, ogrzać się w świetle formy i funkcji.

Przestrzeń liminalna to przestrzeń pozbawiona (żywej) obecności. Pop Culture Gallery w poznańskim Starym Browarze też jest pewnego rodzaju przestrzenią graniczną. Jest wyspą sztuki w oceanie handlu, częścią komercyjnego kompleksu, jednak wyłączoną z głównego ruchu, ekskluzywnie liminalną. Uzbrojoną do działania, ale uśpioną. Nerwową (?) drzemkę przerywają co jakiś czas wydarzenia artystyczne, które wsączają życie w pulsujące zmiennym rytmem wnętrza.

Poszycie snu

Hasło tegorocznej edycji Poznań Art Week: “Terytoria” prowadzi nas w stronę przekraczania granic, eksploracji nieznanego i opisu nowych światów. Wystawę “The Night Tales”, która zagościła na drugim piętrze galerii “otwierają” rzeźbiarskie obiekty Anny Goebel. Niepoliczalne – kołtuny uformowane z igliwia powalonych sosen. Gniazda leśnej materii, pół żywe, pół martwe, bez początku i końca.

*

Kołtun w ludzkich włosach był, według ludowych wierzeń, zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Wierzono, że splątane włosy pełniły rolę talizmanu – zatrzymywały chorobę we włosach, chroniąc ciało i organy wewnętrzne. Biada temu, kto kołtun przedwcześnie obciął, zanim ten “dojrzał”. Wówczas choroba atakowała z pełną mocą – paraliżowała stawy, wykręcała kończyny, sprowadzała bóle i robactwo. Współczesna medycyna rozprawiła się z zabobonem, ale splątane włosy nadal można wiązać z kiepskim stanem psychofizycznym ludzkiego organizmu. Stres i napięcia mięśni, także skóry głowy, mogą prowadzić do powstawania kołtunów. Suche, łamliwe włosy, szczególnie w nocy, gubią azymut. Brak im werwy, by podążać własną ścieżką. Zapętlają się więc, mierzwią, plączą. W splątaniu szukają rozwiązania.

*

Kołtun to sytuacja wyjątkowa – skłębiona materia chce opowiedzieć własną historię o początku i końcu. O narodzinach i wzroście, ewolucji i zmianie. O wiecznym, zapętlonym dialogu materii, o rozkładzie i odrodzeniu, dwóch współzależnych rytmach natury.

Idźmy dalej.

Drzewko cudów

Ze skłębionego poszycia wyrasta cudowne drzewko. Wunderland Marcina Salwina to przeskalowany powidok samochodowego talizmanu. Papierowa choinka, nasączona syntetycznym zapachem świerku, dyndająca wesoło nad linią horyzontu, to obietnica przygody, lepszego świata, spełnionego snu. Do nabycia za kilka monet w każdej stacji benzynowej, tranzycie do szczęścia. Świat odurzony zapachem lepszej, “niemieckiej chemii”4 to świat bez usterek, przebitych opon, rozdroży, niechcianych kolizji. To świat, w którym mknie się gładko do celu.

Coś jednak chrzęści pod kołami. Artysta deklaruje, że nie czuje zapachów. Robi się gęściej, ciekawiej. Salwin przywołuje wizję znanego powszechnie symbolu. Zapach jest domyślny. Ale nie tylko oczy pracują. Bodziec wzrokowy uruchamia pamięć ciała, zapisany w sekwencji neuronów kod odczuwania.

Węch jest zmysłem pierwotnym, pierwszym kanałem komunikacji na Ziemi: 4 mld lat temu pierwsze organizmy żywe – bakterie – wymieniały ze sobą informacje za pomocą chemicznej detekcji. System węchowy działa błyskawicznie, niezależnie od naszej woli i przekonań. Od receptorów w nozdrzach do węchomózgowia prowadzi najkrótsza sensoryczna droga. Dwie synapsy i ciach, sygnał zdekodowany. Bywa, że zapach potrafi obudzić dawno uśpione emocje, ożywić traumy, przywołać rzeczy czy zjawiska, których istnienie było zaszyte w naszej podświadomości.

Zapach bywa też społecznym konstruktem. Uwolniony przez artystę aromat “czystego” samochodu staje się zbiorowym fantazmatem, halucynacją o szczęściu i niekończących się równinach autostrad. Duszący aromat cytryn bądź leśnego poszycia, przykrywający woń spalin i rozgrzanego asfaltem kokpitu, jest iluzją dobrobytu, mikrosnem o wszech kontroli, zamkniętym w małym, papierowym mobilu.

Piramida potrzeb

Motyw zapachu pojawia się także w słuchowisku Uwieranie autorstwa Joanny Sobiesto. Kuracjusze luksusowego ośrodka zapewniającego “odżywcze sesje snu” mają być okadzani zapachem The New Gallery. Kompozycja stworzona z ziół wyselekcjonowanych przez kuratorki najważniejszych instytucji sztuki, owiana jest tajemnicą. Zaprojektowany zapach staje się częścią zbiorowego snu o dobrostanie, nawet w obliczu globalnego kryzysu. Mamy tutaj do czynienia z interesującym odwróceniem znaczeń. Biologicznie umocowany instynkt snu zostaje zaburzony przez rozpylenie nad Europą środka na bezsenność. Panaceum na tę fizjologiczną torturę – sensoryczne rytuały –  jest równie pierwotne, co luksusowe, oderwane od korzeni, ale mające je przywrócić. Ekskluzywny eliksir jest namiastką starego, hierarchicznego porządku, który traci swój sens w obliczu destabilizującej rzeczywistość pandemii.

Potrzeba porządku jest silniejsza niż biologiczny instynkt, a może jest właśnie nim? Być może to ona rozdaje karty, jest impulsem do tworzenia struktur społecznych, kulturowych, politycznych, które z biegiem czasu odrywają się od korzeni, zyskują autonomiczny kontekst i ideowe wyrafinowanie. Tak rozumie historię ludzkiej kultury filozof Ernst Cassirer. Wszelkie “wyższe” formy kulturowe mają swoje źródło w myśleniu mitycznym. W pierwotnym, zmysłowym odczuwaniu świata, w którym granice między “tu i teraz” a “zawsze”, śmiercią a istnieniem, podmiotem a światem, snem a jawą, są zatarte i iluzoryczne. A istoty ludzkie są “zwierzętami symbolicznymi”, ustanawiającymi systemy znaków i warunki porozumienia między sobą a światem. Ta ciągłość negocjacji to ciągłość istnienia, w całym swoim bogactwie i różnorodności.

O czym śnią gołębie?

Owa krzyżówka natury i kultury wybrzmiewa także z pracy Kamili Kobierzyńskiej It was a Fancy Pigeon. Świetlna instalacja prezentuje autorsko przetworzone wizerunki gołębi, wyłuskane z atlasów, zoologicznych podręczników czy instruktaży dla hodowców-amatorów. Wyeksponowane w formacie przeskalowanego potykacza, którego elementy/ kadry przypominają płyty chodnikowe, przywołuje skojarzenie z warholowskimi pop-artowymi kompozycjami. Wspólnym mianownikiem jest tutaj technika – serigrafia, czyli popularny sitodruk – która przez gest powielania symbolizuje świat nieograniczonej konsumpcji. U Warhola banan, puszkowana zupa pomidorowa czy wizerunek Marilyn Monroe są ogniwami kulturowego DNA, które możemy dowolnie reprodukować i konsumować. U Kobierzyńskiej przedmiotem pop jest zarówno wizerunek gołębia, z wielowiekową i bogatą symboliką, jak i zwierzęce DNA, które traktujemy jako materiał do modyfikacji, multiplikowania, przeprojektowania natury.

Gołąb z symbolu stał się tworzywem. Biblijny zwiastun pokoju i atrybut harmonii, mityczne wcielenie kobiecego pierwiastka i płodności, przez udomowienie i opresyjne narzędzia sztucznej selekcji spowszechniał i podupadł. Ostatni gołąb wędrowny Martha (18851914) został po śmierci wypchany i zasila zbiory Smithsonian Institute w Stanach Zjednoczonych. Jak do tego doszło, że podniebni emisariusze, “ptaki pafijskie” o boskich, niemalże nadprzyrodzonych cechach, stały się miejskimi szczurami? To nie pierwsza praca Kobierzyńskiej dociekająca gołębiej istoty. W 2022 roku w Zamku Cesarskim w Poznaniu artystka zaprezentowała majestatyczny, wykonany na jedwabiu, portret gołębia – alternatywnego cesarza zamku. Tym gestem autorka przywraca ptasiemu rebeliantowi podmiotowość i godność. I pyta o międzygatunkowy szacunek.

Czy hodowlanym gołębiom śni się wolność? Czy mają do snów prawo i sposobność?

Podszepty materii. Sztuka jako sennik

Ponadgatunkowy, animistyczny dialog wciela w swoją praktykę artystyczną Max Radawski. Przygląda się z bliska kamieniom, ławicom ryb, prądom rzecznym. I sobie. Przenoszenie mentalnych i emocjonalnych obrazów na materię sztuki przynosi ulgę. Jakby w tle pobrzmiewało rzucone od niechcenia: “Coś mi się przyśniło i nie muszę tego tłumaczyć”. Trudno spowiadać się z własnych snów, jak i z własnej twórczości. Pewną wprawę przynosi systematyczna, intymna archiwizacja – dziennik snów czy uprawianie sztuki. Zacierają się tu cassirerowskie granice między ekspresyjnym a znaczeniowym, formą a interpretacją. Funduje je potrzeba. Potrzeba zarówno bycia w nurcie, jak i zrozumienia nurtu: “Płynąć i być otwartym, ale wciąż jakby w szczelinie kamienia. (…) Bycie na powierzchni pod powierzchnią. Być ruchem w bezruchu. Rozbiciem i scaleniem. Otwarciem i zamknięciem. Rozciąganiem i skurczeniem”5.

Dobra? Noc

Snu nie obchodzi twoja wola. Nadchodzi, bo musi nadejść. Wyczekiwany bądź odsuwany w czasie, finalnie zawsze się zadziewa. I przynosi ulgę lub sprowadza koszmar.

Jaka jest rola sennych wizji? Być może, podobna do celu samej sztuki. Otworzyć wrota wyobraźni, rozgrzać ją jak plastelinę, zmierzyć się z odmienną wizją świata, obudzić sprawczość, wytrenować w alternatywnych scenariuszach.

“ (…) Przewróciłam się i nie mając już siły wstać, ani odwagi, by spojrzeć, czy ktoś mnie goni, próbowałam wtulić się w trawę. Nagle znalazłam się pod wodą. Pachniałam jak palone drewno. Oddychałam jak rzeka. Pod wpływem dyskomfortu pod lewym dolnym żebrem otworzyłam oczy. Leżałam na wznak na szerokiej huśtawce, w pomieszczeniu pełnym innych osób. Bez zbroi, z dala od lasu. W sali było cicho, ciepło i ciemno. Usłyszałam coś, co brzmiało obco, jednak wydobywało się ze mnie.

– To już“6.


The Night Tales

9. edycja Poznań Art Week TERYTORIA
16 maja – 1 czerwca 2025
 Pop Culture Gallery Stary Browar

Kuratorka: Kamila Kobierzyńska

Osoby uczestniczące w wystawie: Anna Goebel, Magdalena Kleszyńska, Kamila Kobierzyńska, Martyna Pająk, Maksymilian Radawski, Marcin Salwin, Joanna Sobesto, Dorota Tarnowska-Urbanik

  1. Kamila Kobierzyńska, The Night Tales, tekst kuratorski towarzyszący wystawie. []
  2. Tamże. []
  3. W buddyzmie tybetańskim „bardo” (tyb. བར་དོ་, w transliteracji Wyliego: bar do) to stan przejściowy, niekoniecznie związany tylko ze śmiercią. Chociaż zazwyczaj odnosi się do okresu między jedną śmiercią a kolejnymi narodzinami (trwający do 49 dni), bardo może oznaczać także stan snu, medytacji czy narodzin. []
  4. Upowszechniło się przekonanie, że Niemcy jako wiodący producent środków czystości, windują standardy na rynku pod względem jakości. W zachodniej Polsce, na terenach przygranicznych, do dziś można spotkać przydrożne stragany oferujące środki czystości z odręcznie napisanymi hasłami reklamowymi: “najlepsza chemia z Niemiec”, etc. []
  5. Max Radawski, Kiedy wsłuchamy się dobrze, płomień migoce, fragment opisu pracy. []
  6. Joanna Sobesto, Uwieranie, tekst słuchowiska będącego częścią wystawy „The Night Tales”, s. 6. []

Zobacz także:

Wystawa wdrożeniowo/studyjnie

Podobno ikona neoplastycyzmu, czyli fotel czerwono-niebieski Gerrita Rietvelda był pierwotnie czarno-biały. Jednak charakterystyczne barwy, które zostały mu nadane kilka lat później przylgnęły do...

Od środka

Jaką postawę może przyją...